
Nie nie, nie liczcie na to, że przestanę prowadzić "FootballBloga". Słowa piosenki Agnieszki Chylińskiej, których użyłem w tytule tego tekstu, odnoszą się do właściciela Polonii Warszawa, Józefa Wojciechowskiego. Zastanawiam się, kiedy znudzi mu się żonglowanie trenerami lub kiedy skończą mu się naiwniacy, gotowi zaryzykować swój czas i dobre imię po to, aby po kilku tygodniach/miesiącach wylecieć na zbity pysk z posady szkoleniowca "Czarnych Koszul". Patrząc na zapał Wojciechowskiego i fun, jaki ma w takiej zabawie, obstawiam, że prędzej zabraknie chętnych trenerów.
Tym razem padło na Theo Bosa, holenderskiego szkoleniowca bez żadnych sukcesów na ławce trenerskiej. Facet ma 45 lat, prowadził w swojej karierze dwa kluby - Den Bosch i Vitesse Arnhem. Zresztą z tym ostatnim klubem Bos związany jest "od zawsze", rozegrał w nim niemal 400 meczów jako środkowy obrońca. Ostatnio zajął z Vitesse 14 miejsce w tabeli ligi holenderskiej i właściciel go po prostu zwolnił. Wojciechowski teraz stał się fanem szkoły holenderskiej, stąd właśnie angaż tego trenera. Bos podpisał dwuletni kontrakt z możliwością rozwiązania go po sześciu miesiącach. Ale dla prezesa Wojciechowskiego to pryszcz - jestem pewien, że jak będzie chciał, wywali Bosa za tydzień.
Skąd w ogóle Bos w Polonii? Otóż pan prezes zamarzył sobie na ławce trenerskiej... Leo Beenhakkera. Ale ten już wie, czym grozi pochopna decyzja z podjęciem pracy w Polsce, zna naszą polską specyfikę i z pewnością zna "wyczyny" Wojciechowskiego. Poza tym ma swoje lata, zarobił wystarczająco dużo i olał prezesa. Ten jednakże nie ustępował i poprosił o rekomendację Leo "International Level" Beenhakkera dla kogoś w zamian. No i padło na Bosa.
Dla mnie natomiast totalnym zaskoczeniem jest fakt zatrudnienia na stanowisku asystenta dla holenderskiego szkoleniowca Bogusława Kaczmarka. Pomijam już fakt, że Kaczmarek wyleciał już z Polonii za czasów Wojciechowskiego, ale zawsze uważałem, że nawet polscy trenerzy mają swój honor. A tu niespodzianka - widocznie Kaczmarek ma krótką pamięć albo uknuł jakiś chytry plan zemsty na prezesie. Inaczej nie potrafię sobie wytłumaczyć tej irracjonalnej decyzji popularnego "Bobo". Tym bardziej, że wystarczy przypomnieć, co wygadywał po zwolnieniu przez prezesa Wojciechowskiego. Mały cytat: "Mojej godności nie można kupić za żadne pieniądze. Sprawę pracy w Polonii uważam za zamkniętą". Wielkie słowa, wielka skleroza.
Przypomnijmy, że Bos to już trzeci trener "Czarnych Koszul" w tym sezonie - po Jose Mari Bakero i Pawle Janasie. W sumie to już... czternasty szkoleniowiec od momentu przejęcia Polonii Warszawa w lipcu 2008 roku przez Józefa Wojciechowskiego. Lista naiwniaków robi się coraz dłuższa.
Jakie cele postawi przed Holendrem prezes? Z pewnością walkę o mistrzostwo Polski, bo przecież każda inna lokata jest dla ambitnego właściciela J.W. Construction totalną porażką. I to największy problem Wojciechowskiego. Brak cierpliwości i konsekwencji w budowie stabilnego klubu. Zastanawia mnie, dlaczego prezes nie widzi, że droga polegająca na częstej zmianie trenerów nie prowadzi do celu? Trenerzy przychodzą do niego tylko po to, żeby zarobić kasę i czekać na wyrok. Nikt nie zna dnia ani godziny.
Męczy mnie jeszcze jedno. Półśrodki, jakimi posługuje się prezes Wojciechowski. Czytam, że szkoleniowcy z sukcesami, którzy żądają za sezon 2-2,5 miliona euro, są dla niego za drodzy. Za drodzy? Może lepiej byłoby zatrudnić właśnie kogoś z wymiernymi sukcesami na koncie, dać mu rok spokoju i jakiś niezły budżet na transfery? Po co zatrudniać totalnie anonimowych szkoleniowców, bez sukcesów i bez większych na te sukcesy perspektyw?
Bo bez sukcesów prezes na piłkarskim biznesie nie zarobi. Jeśli jeszcze ma jakieś wątpliwości, powinien pogadać z Bogusławem Cupiałem, prezesem krakowskiej Wisły. Tyle lat w klubie, zero sukcesów na arenie międzynarodowej, sporo upokorzeń i w zasadzie żadnych korzyści. Po co wchodzić w piłkę nożną? Tylko dla PR? Chyba tak, wcześniej nazwisko Cupiała nie znał w zasadzie nikt, teraz zna je cała piłkarska Polska. Jeśli Wojciechowskiemu chodzi o to samo, to już swój cel osiągnął i niech da sobie spokój z futbolem.
Jeśli jednak chce osiągnąć coś więcej, jakieś sukcesy, może nawet odzyskać jakieś zainwestowane pieniądze, powinien wziąć się za ten piłkarski biznes na poważnie, z poważnymi pieniędzmi, poważnymi trenerami i poważnymi piłkarzami.
Inaczej pozostanie mu tylko wylewanie łez i żalenie się dziennikarzom w wywiadach, których udziela chętnie i namiętnie. Ale żadnych korzyści dla nikogo z tego nie będzie.
Zobacz również:
Zostań fanem FootballBlog.pl na Facebooku
- szatanski's blog
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
































a ja mogę przyjąć zakład, że
a ja mogę przyjąć zakład, że Polonia Warszawa będzie mistrzem najpóźniej w sezonie 2012/13 i mino szyderstw z Wojciechowskiego jeszcze Go będziemy wychwalać go pod niebiosa jak się okaże że Polonia będzie następnym klubem w LM
LM
jak jego Polonia zagra w LM to zwrócę honor:)
ale przy takim właścicielu to prędzej spadnie niz zdobędzie tytuł.
"Taka jest moja koncepcja tak ja to widzę. "
trenerzy
a ja czekam na chwilę kiedy trenerzy się zgadaja i zwyczajnie nikt do Polonii nie przyjdzie. nawet jakis trener wf-u z jakiegoś pipidówka.
Chyba najwyzsza juz pora. Ja rozumiem, ze JW płaci i wymaga, ale w tym trzeba miec tez troche wiedzy i rozumu a nie nadmiar słomy.
Tu poraz kolejny powtórzę. Polonia będzie zespołem przeciętnym do czasu kiedy JW jej nie opuści i nie przyjdzie właściciel z prawdziwego zdarzenia. Przy JW to i zajęcie miejsca dającego prawo gry w pucharach nalezy uznać za cud.
JW
Prezes Polonii powinien zainwestować w sztukę - obrazy wielkich mistrzów, diamenty, rzeźby, może w jakieś antyki, one nigdy nie stracą na wartości i zawsze będzie na nich zysk. Albo może niech kupi sobie jakieś afrykańskie państewko i zmusi miejscową ludność do ciężkiej pracy albo wynalezienia złóż ropy naftowej i gazu ziemnego - wtedy inwestycja zwróci mu się tysiąckrotnie. W piłce tylko utopi swoją kasę.
Nawet jeśli tego biednego Adriana Mierzejewskiego Eintracht kupi mu za 5 milionów euro. Choć za pół roku nie wiadomo, czy zawodnik utrzyma taką formę.