
Nareszcie coś się dzieje w polskiej piłce. Co prawda to wciąż tylko przygrywka przed EURO 2012 i lekko przesolony sezon ogórkowy, ale przestaje być nudno. Nie chce mi się nawet komentować sytuacji obdarowywania byłego już sekretarza generalnego PZPN, Zdzisława Kręciny, kwotą 37,5 tysiąca złotych miesięcznie do końca tego roku. Ale już napięta sytuacja między nienawidzącymi się panami Świerczewskim i Hajtą z jednej strony a Piechniczkiem z drugiej - to już całkiem inna para kaloszy. Bo znakomicie obrazuje dużo szerszy problem niż niechęć kilku osobników płci męskiej.
To kwintesencja sytuacji, kiedy spora grupa działaczy trzymających władzę nieuchronnie zbliża się do odsunięcia na boczny tor i zdaje sobie sprawę, że nic na to nie jest w stanie poradzić. Ale jeszcze trzymają się swoich stołków i z zajadłością godną stetryczałych dziadków bronią swoich pozycji przed nacierającymi młodymi (ok, nie zagalopujmy się - młodszymi) wilkami. Pierwszą grupę reprezentuje w mediach najczęściej Antoni Piechniczek, wiceprezes PZPN ds. szkoleniowych. Tę drugą - Tomasz Hajto i Piotr Świerczewski. Jednym i drugim jest bardzo nie po drodze.
Skąd jednak ten konflikt? Przecież ani Hajto, ani Świerczewski póki co nie kandydują do PZPN, a jedynie chcą trenować drużyny z Ekstraklasy? Wygląda więc na to, że Piechniczek może czuć się bezpiecznie przy swoim kominku. A jednak panowie walczą w mediach zajadle.
Oczywiście mamy kilka powodów. Przede wszystkim zaszłości - panowie nie lubili się już wtedy, gdy Antoni Piechniczek był po raz drugi selekcjonerem reprezentacji Polski (1996-97). Świerczewski i Hajto zarzucali mu wtedy przestarzałe metody szkoleniowe - jemu, który na mundialu w Hiszpanii zdobył w 1982 roku trzecie miejsce z reprezentacją Polski i o którym cała Polska śpiewała wraz z Bohdanem Łazuką! Nigdy nie było między nimi dobrej chemii. A teraz piłkarze swoje kariery pokończyli i zamarzyły im się stołki szkoleniowców ŁKS i Jagiellonii.
No i nadszedł czas, kiedy Antoni Piechniczek może im w tym choć trochę poprzeszkadzać, co też robi z wyraźnym uwielbieniem. Przepisy są bowiem teoretycznie jasne: trenerem drużyny Ekstraklasy może być ktoś, kto zdał egzamin i ma licencję UEFA Pro. Dla posiadaczy licencji UEFA A pozostają drużyny I i II ligi lub - warunkowo, za zgodą PZPN - Ekstraklasy. I taką warunkową zgodę otrzymał Hajto na pracę w Jagiellonii, ale musi obronić pracę licencyjną UEFA A i rozpocząć kurs na licencję UEFA Pro. Świerczewski nie ma żadnych uprawnień do prowadzenia klubu Ekstraklasy.
No i zaczęły się tańce chochole. Piechniczek w mediach grzmi, że nie pozwoli, by ludzie bez kwalifikacji trenowali polskie kluby. Kluby z kolei zatrudniają trenerów z kwalifikacjami, by stanowili "podkładkę" dla Hajty (Dariusz Dźwigała) i Świerczewskiego (Andrzej Pyrdoł). W razie czego zawsze można powiedzieć, że to ci "podkładkowi" trenerzy ustalają składy i trenują drużynę. A taki Świerczewski oficjalnie to tylko dyrektor sportowy.
Piechniczek zdaje sobie z tego doskonale sprawę, bo choć już wiek mocno zaawansowany, to jednak głupi on nie jest. Jednak w zasadzie co on może w tej sytuacji zrobić? Nasyłać kontrole? Narzekać w mediach? Jest praktycznie bezsilny i doskonale o tym wie.
Wiedzą o tym w zasadzie wszyscy, ponieważ takie praktyki stosowane są nie tylko w Polsce.
Ale Antoni Piechniczek jest wściekły nie dlatego, że Świerczewski czy Hajto oraz ich kluby naginają prawo. Nie dlatego, że obaj wcześniej czy później zostaną tymi trenerami, zdadzą te wszystkie egzaminy wymagane przez PZPN i UEFA. On jest wściekły, bo darzy obydwu pyskatych byłych zawodników nieukrywaną nienawiścią. On ich nie szanuje, oni nie szanują jego. I robią sobie na złość. Po prostu.
Wydaje mi się również, że mimo wszystko jest tu jeszcze inne podłoże. Zarówno Świerczewski, jak i Hajto nie ukrywają swoich ambicji. Oni chcą mieć wpływ nie tylko na kluby, w których pracują. Im się wydaje, że mają wystarczające kompetencje, by zmieniać rzeczywistość polskiej piłki nożnej. I moim zdaniem szkolenie piłkarzy i praca trenera (czy nawet dyrektora sportowego) to dla nich jedynie pewien epizod, etap na drodze do stanowisk w Polskim Związku Piłki Nożnej. Wcale się nie zdziwię, kiedy zobaczę ich nazwiska już niedługo na liście kandydatów na prezesa PZPN albo kiedy usłyszę, że zasiadają w nowym zarządzie PZPN.
I Piechniczek doskonale wie, że wtedy jego dni wśród "leśnych dziadków" będą policzone.
Tak swoją drogą - jeśli zasady określające możliwości zostania trenerem klubu z Ekstraklasy można w sposób tak jawny i bezczelny obchodzić bezkarnie, to może trzeba by je zmienić? Dlaczego właściciel klubu musi w ogóle te zasady brać pod uwagę, w końcu to on zatrudnia i płaci trenerowi? Dlaczego nie może zatrudnić sobie kogo chce?
-----Zobacz: Futbol to również piękne kobiety-------------------------
----------------------------------------------------------------
WAŻNE! Zobacz również:
- Opowieści Króla Kibiców: Piechniczek raz!
- Opowieści Króla Kibiców: Piechniczek dwa!
- Polski Związek Piłki Nożnej
- Cykl: Lato musi odejść!
Zostań fanem FootballBlog.pl na Facebooku
- szatanski's blog
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać







































Inni mogą a u nas nie?
Jak widać w innych krajach mozna robić wyjątki w Polsce nie
Tu opis takich sytuacji z Anglii z weszlo
http://www.weszlo.com/news/9416-Szalejacy_Piechniczek_kontra_angielskie_...
Szkoda, ze niestety tacy ludzie jak Lato czy Piechniczek zamiast korzystac z zasłuzonego ze względu na karierę piłkarską, trenerską szacunku dzis nie są warci nawet by ich kopnąć w dupę.
Polskie piekiełko
Ano prawda. Dziwi mnie to trochę, bo w zasadzie większość tych wielkich naszych gwiazd sprzed lat potraciła niemal wszystko ze swojego blasku: Tomaszewski, Lato, Gadocha, nawet Lubański. To wcześniejsze pokolenie dużo lepiej się trzyma, jeśli chodzi o wizerunek (przynajmniej jeśli chodzi o sławnych piłkarzy).
Natomiast te wszystkie "leśne dziadki" z PZPN to kompromitacja maksymalna.