
Poświęciłem swój cały wieczór na oglądanie półfinałowych meczów w Pucharze Narodów Afryki. Nie pamiętam tak źle, fatalnie spędzonego czasu. Futbol afrykański to coś niebywale ciężkiego i niestrawnego. To absolutny chaos, fatalne przygotowanie techniczne, o jakiejkolwiek taktyce nie ma w ogóle mowy. Skuteczność na poziomie pantofelka. Może ci chłopcy są wybiegani, może są ambitni, ale jedno, co naprawdę dobrze im wychodzi, to te nieliczne radości po strzelonych golach. No ale nic dziwnego - gdyby europejskie reprezentacje trafiały raz na dziesięć prób, też przygotowałyby teatr, tańce i dzikie wygibasy.
Pierwszy półfinał - Zambia przeciwko Ghanie. Ghańscy gwiazdorzy wyszli na boisko przekonani, że ich przeciwnicy położą się na murawie i będą błagać o najniższy wymiar kary. Zapomnieli jednak, że Zambijczycy za wszelką cenę będą chcieli zagrać finał w Libreville, stolicy Gabonu. Dlaczego? Bo właśnie w Gabonie, w 1994 roku, w katastrofie lotniczej zginęła cała piłkarska reprezentacja Zambii. I ta dzisiejsza będzie chciała w jakiś symboliczny choćby sposób uczcić tamto jakże tragiczne wydarzenie.
Ale żeby nie być jednostronny - zarówno Zambia, jak i Ghana grały tak, jakby to były reprezentacje młodzieżowe. Żal było patrzeć, zęby bolały, włosów przestawały rosnąć, a oczy desperacko szukały ciekawszego zajęcia. Choć przyznam, zaczęło się całkiem przyzwoicie, Zambijczycy zaatakowali, a Ghana już w 5 czy 6 minucie miała rzut karny. Fatalnie, fatalnie wykonany przez Asamoaha Gyana. Ten podszedł sobie do strzału jak na treningu, puknął piłeczkę ledwo co i myślał, że bramkarz znajdzie się gdzieś chyba na którymś z pobliskich baobabów. A tu niespodzianka, zambijski golkiper położył się dokładnie tam, gdzie leniwie potoczyła się piłka - i ją wybił.
Tak na marginesie - nie powinno się strzelać praworęcznemu bramkarzowi karnego w jego (bramkarza) lewą stronę. Łatwiej mu (bramkarzowi) skuteczniej interweniować rzucając się właśnie do lewego słupka. Sprawdziłem to empirycznie. No ale ja potrafię zapamiętać proste zasady.
Zambijczycy byli niewiele lepsi, w 32 minucie zmarnowali stuprocentową sytuację sam na sam z bramkarzem. Druga połowa była jeszcze słabsza. Ale w końcu Mayuka zdobył sprytnym strzałem jedynego gola meczu. Co prawda zdesperowani Ghańczycy w końcu wykrzesali z siebie trochę sił na ambitniejsze ataki, ale byli zdecydowanie za słabi, żeby cokolwiek wskórać. No i pierwszym finalistą Pucharu Narodów Afryki została - dość niespodziewanie - Zambia.
I bardzo dobrze. Jak większość kibiców lubię, kiedy zarozumiali faworyci dostają w skórę.
W trakcie grania hymnów narodowych kamery pokazujące z bliska twarze piłkarzy powinny mieć wyłączone mikrofony. Jak ci ludzie fałszują!
Dlaczego Gervinho z WKS nie zetnie w końcu tych swoich zasłonek, które nosi na głowie? Rozumiem, że można mieć grzywkę, ale nie w sytuacji, kiedy zakola sięgają potylicy...
Na szczęście drugi półfinał, przynajmniej do przerwy, to już znacznie lepsze widowisko. Zdecydowanie lepsze wrażenie robi ekipa Wybrzeża Kości Słoniowej, która atakuje w bardzo europejskim stylu, gra z rozmachem i jakąś myślą przewodnią. Dwa słupki, kilka niezłych sytuacji i przede wszystkim fantastyczna bramka wspomnianego wyżej "zasłonkowego" Gervinho, który przebiegł lewym skrzydłem pół boiska i strzałem tuż przy słupku pokonał barmkarza Mali. Fatalne błędy popełnili przy tej bramce malijscy defensorzy, którzy zamiast zaatakować Gervinho, cofali się kryjąc innych zawodników. Zupełnie bez sensu, bo dzięki temu zawodnik Arsenalu miał całą masę miejsca. I bezlitośnie to wykorzystał.
Moim zdaniem zawodzi lider Mali, Seydou Keita (Barcelona), który miota się w środku pola i nic pozytywnego z jego gry nie wynika. Jeśli w drugiej połowie nie zdarzy się coś totalnie nieprzewidzianego, "Słonie" rozgromią Mali różnicą kilku goli. No chyba że Drogba i spółka nadal będą prezentować tak fatalną skuteczność, jak w pierwszej połowie...
Niestety, druga połowa to już klasyczny, afrykański słaby futbol. Jedni bronili wyniku, drudzy nie potrafili nawet zagrozić bramce przeciwników. Skończyło się na 1:0 dla WKS. I znów najlepsza jest radość z awansu do finału. Poziom piłkarski fatalny...
Finał: Zambia - Wybrzeże Kości Słoniowej
Mecz o III miejsce: Ghana - Mali
Artykuły dotyczące Pucharu Narodów Afryki 2012:
-----Zobacz: Futbol to również piękne kobiety--------------------------
-----------------------------------------------------------------
Zobacz również:
Zostań fanem FootballBlog.pl na Facebooku
- szatanski's blog
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać







































odkrycie
I potrzeba było do tego oglądania meczy PNA?
ale i tak masz sporo samozaparcia, bo ja probowałem oglądać i powiem szczerze nie da się na tych meczach skupić. nuda nuda i jeszcze raz nuda. a ja narzekam na poziom naszej Ekstraklasy