
Dawid Nowak to jedna z polskich nadziei na gole w reprezentacji. Piłkarz z drygiem do strzelania bramek, niezły napastnik, inteligentny na boisku, ambitny. Ale jak wielu naszych dobrych zawodników - niezwykle kontuzjogenny. Non stop jakiś uraz, wykluczający go z regularnego treningu. A wszyscy wiedzą, że chory piłkarz to żaden piłkarz. Dlatego podpisanie umowy z Polonią Warszawa wielu uznało za przejaw szaleństwa ze strony Józefa Wojciechowskiego. Tymczasem Nowak wystrychnął JW na dudka.
Dawid Nowak podpisał umowę już w lipcu 2010 r., ale zagrać w Polonii miał dopiero od nowego roku (2011). Czas do przejścia na Konwiktorską miał spędzić w dotychczasowym klubie, GKS Bełchatów. W związku z tym kontraktem Józef Wojciechowski przelał na konto piłkarza 0,5 mln złotych. Całkiem niezły układ jak na zawodnika, który tak naprawdę jeszcze niczego w Polsce nie udowodnił.
Jednak do akcji wkroczył GKS. Władze klubu twardo oznajmiły, że Nowak nie zagra w tym klubie żadnego meczu w Ekstraklasie i zostanie odesłany na treningi do drużyny młodzieżowej. No i Dawid zaczął kręcić, wahać się. W końcu odesłał Wojciechowskiemu te pół miliona i zapowiedział, że nie przechodzi do Polonii. Dlaczego, skoro umowę już podpisał? Bo podobno kwota przyszła na jego konto dwa tygodnie po terminie, a to pozwala mu na zerwanie kontraktu bez żadnych konsekwencji. Wojciechowski najpierw się zapienił (jak to on) i zapowiedział kroki prawne, namawiając zresztą piłkarza, żeby znalazł sobie dobrych prawników. Później oświadczył, że nie potrzebuje w swojej drużynie żadnego inwalidy (zwłaszcza umysłowego - jakim według niego okazał się Nowak). Sam zawodnik, jakby lekko wystraszony, liczy na bełchatowskich prawników. Chyba nie ma do końca czystego sumienia w całej tej sprawie.
Ale o co chodzi? Bo chyba nie o to, że przez 4 miesiące musiałby grać i trenować z młodziakami? Może to wyszłoby mu nawet na zdrowie, bo mimo wszystko tam nie grają tak ostro, jak w Ekstraklasie i mógłby się podkurować solidniej. Moim zdaniem Nowak najzwyczajniej w świecie nie ma jaj. Boi się. Boi się, że nie udałoby mu się pokazać w coraz silniejszej Polonii na tyle, żeby wywalczyć sobie miejsce w ataku warszawskiego klubu. Kpi z Sobiecha i Smolarka - czego nigdy nie robi klasowy zawodnik, pewny swojej wartości. Kreuje się na silnego mężczyznę, ale tak naprawdę wciąż chce błyszczeć w słabszych klubach. Mam wrażenie, że przywykł do sytuacji, kiedy jest najlepszy w ekipie średniaków. I świetnie zdaje sobie sprawę, że w drużynie na wyższym poziomie to jego błyszczenie mogłoby przypominać smętny, tombakowy poblask.
Jego sprawa. Dla mnie może sobie grać w Bełchatowie do końca życia.
Zobacz również:
- szatanski's blog
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać































