
Poświęciłem się. Poświęciłem niemal 2 godziny swojego czasu na obejrzenie meczu. W zasadzie powinienem napisać "meczu". Na Litwie swoje spotkanie rozegrała krakowska Wisła. Jej przeciwnikiem był klub, którego nazwę każdy pisze inaczej, więc ja z tego zrezygnuję. Litewska ekipa, która tylnymi drzwiami dostała się do pucharów, na której mecze przychodzi średnio 300 kibiców, okazała się dla wicemistrza Polski zaskakująco wymagającym przeciwnikiem.
"Mecz" odbył się na "stadionie". "Stadion" przypominał boisko OKS Otwock sprzed lat 50-ciu. Fatalna "murawa", dziwaczne "trybuny", za którymi piętrzyły się jakieś betonowe ścianki. Miejscowych "kibiców" kilka razy mniej od sympatyków "Białej Gwiazdy". Ale na "boisku" różnicy nie było widać pomiędzy polskimi "gwiazdami" a zawodnikami z Litwy (choć nie tylko, przeciwnik Wisły dysponował m.in. Rosjaninem, Chorwatem czy Łotyszem). Ale nie dlatego, że poziom siódmej drużyny ligi litewskiej okazał się wybitny - po prostu wiślacy zagrali wręcz żenująco w ofensywie. Ilość zmarnowanych sytuacji podbramkowych załamała nawet mnie. Stuprocentowych naliczyłem 5 lub 6. W czym przodował Paweł Brożek i Patryk Małecki.
Ja nie rozumiem tej maniery, kiedy napastnik wychodzi sam na sam z bramkarzem strzela po ziemi. Golkiper się rzuca pod nogi, wystarczy więc podciąć lekko piłkę NAD bramkarzem. Nie wiem, nie trenują tego? Nie ćwiczą na treningach? Z doświadczenia wiem, że nie jest to specjalnie trudne. Zapraszam wszystkich, zaprezentuję, pomogę się nauczyć.
W środku pola Wisła grała jak Barcelona - tylko kilka razy wolniej. Ślamazarnie, powoli, aczkolwiek oddając sprawiedliwość powiem, że kilka zagrań naprawdę mi się podobało. W tym pierwsza bramka strzelona (WRESZCIE!) przez Pawła Brożka. Piętką. Aczkolwiek takie gole też strzelam, więc nic trudnego.
Podobał mi się Boguski, który ładnie biegał, celnie podawał (asysta przy golu Pawła Brożka), podobnie Jirsak (jak tylko pojawił się na "boiku"), który pięknie zacentrował na głowę (bark?) Piotra Brożka, który zdobył drugiego gola. Nieźle prezentował się prawy obrońca ze Słowacji (Cikos) i młody Kowalski na środku obrony. A, no i Cleber z Diazem - czyli defensywa całkiem, całkiem. Fakt, przeciwnik niewymagający, a i paru błędów się nie ustrzegli, ale bądźmy szczerzy - drużyna litewska z przodu praktycznie nie istniała.
Rewanż - formalność.
Drugi mecz (aczkolwiek wcześniejszy) zakończył się remisem chorzowskiego Ruchu z FC Valetta z Malty. Rozbawił mnie tytuł w jednym ze sportowych serwisów - "Remis Ruchu w maltańskim piekle". No po prostu ubaw wieczorny i głupawka mnie złapała przez to:) Nie widziałem meczu, więc nie będę się wymądrzał. Myślę, że rewanż Ruch spokojnie wygra, aczkolwiek pogromu Maltańczyków nie będzie.
Eliminacje Ligi Europejskiej:
- FC Valetta - Ruch Chorzów 1:1
- FC Šiauliai - Wisła Kraków 0:2
Zobacz również:
- szatanski's blog
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
































Liczy się awans, Wisła i tak
Liczy się awans, Wisła i tak zanotowała postęp w porównaniu z rokiem ubiegłym. Ja dalej jestem optymistę i myślę, że minimum 2 drużyny dotrwają do września w Europie
Wisła i tak zagrała lepiej
Wisła i tak zagrała lepiej niż Lech. Fakt, że zmarnowała wiele okazji, nad tym trzeba popracować. W bramce stał Jovanić, ale pewnie gdyby zamiast niego powiesić ręcznik, to i tak wygralibysmy do zera. Brożek zagrał jak za dawnych lat - czyli musiał wypracować sobie ze sześć okazji, żeby jedną wykorzystać. Natomiast nie rozumiem ,czemu uczestnik Mundialu, Andraż Kirm nie zagrał ani minuty. Za słaby? Forma Wisle pewnie jeszcze przyjdzie, trzeba się rozkręcić. No i dokonać jeszcze kilku wzmocnień. Zwłaszcza że Cleber za niedługo konczy z grą w piłkę.
Kirm
Słoweniec jest zmęczony po mundialu i z tego co wiem ma odpoczywac. Dlatego nie zagrał.