
"Miasto wolne od futbolu". To brzmi niemal jakby ktoś powiedział: "Impreza wolna od alkoholu" albo "Facet wolny od myśli o kobietach" (w tym drugim przypadku oczywiście eliminujemy panów myślących o panach). Czysta utopia i pomysł wzbudzający uśmiech na twarzy. Nie da się w naszym kraju wprowadzić w życie czegoś takiego. Ale mimo wszystko ktoś w Polsce postanowił spróbować. Radni miasta Olsztyn wymyślili, że ich urocza metropolia na czas EURO 2012 zamieni się w azyl dla tych, którzy nie cierpią piłki nożnej.
Okres piłkarskiego święta, jakim będą Mistrzostwa Europy w Polsce i na Ukrainie, Olsztyn miałby przetrwać proponując uciekającym od futbolowego szaleństwa ciche warmińsko-mazurskie przystanie, szum starożytnego lasu i chlupot chłodnych fal Jeziora Ukiel. Plus imprezy kulturalno-oświatowo-rekreacyjne. No super. Ale chyba miłośników futbolu z miasta nie wygonią?
O Olsztynie zrobiło się w Polsce głośno. Większość pukała się w czoło, jednak inni (w tym ja) dostrzegali w tym kroku sposób na promocję miasta. Oczywiście w jakiś sposób się to udało, aczkolwiek nie jestem przekonany, żeby było to świadome zagranie władz Olsztyna - raczej próba ratowania twarzy po upublicznieniu całkowicie chybionego pomysłu.
Dlaczego chybionego? Choćby dlatego, że jeśli ktokolwiek będzie chciał uciec od futbolu w czerwcu 2012 roku, to będzie musiał wyjechać z Polski. Jestem przekonany, że nawet w najdalszych zakątkach Puszczy Białowieskiej czy na Rysach znajdą się kolesie z odbiornikami radiowymi słuchający relacji z meczów EURO. Poza tym EURO się w końcu skończy - i co wtedy? Olsztyn nagle znów polubi piłkę nożną? Czy może zostanie przy tym haśle i kurczowo będzie się go trzymał? Rozwiąże kluby piłkarskie, zasypie boiska i zabroni dzieciakom biegać za piłką na podwórkach? No to przecież utopia, Mrożek by tego nie wymyślił. Ja wiem, że w Olsztynie nie ma mocnego klubu piłkarskiego od czasu upadku Stomilu, ale może w końcu to się zmieni?
Tym bardziej, że olsztyńscy przedsiębiorcy doskonale wiedzą, jakie pieniądze kryją się za piłką i jakie pieniądze mogą przejść im koło nosa, jeśli władze Olsztyna rzeczywiście wprowadziłyby ten pomysł w życie. I już protestują. Powtarzam - z marketingowego punktu widzenia sam pomysł nie jest zły. Jest wyrazisty, jasny w przekazie, konkretny. Ale jeśli zostanie w głowach ludzi, Olsztyn może tylko na tym stracić. Finansowo, rzecz jasna. Bo turystów więcej z tego powodu raczej nie będzie, a potencjalni inwestorzy futbolowi zrażą się na długie lata. No bo jak ich potem przekonywać, że mimo wszystko lubią tam piłkę?
Dlatego nie dziwi reakcja radnych miasta na krytykę pomysłu - jak napisałem wcześniej, udają, że to była celowa strategia. Próbują zachować twarz i nie zamykać drzwi przed piłką. No i dobrze.
Bo z piłką nożną nikt nie wygra.
Zobacz również:
- szatanski's blog
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać































