
Już miałem gotowy tekst o tym, jak to po frajersku Lech przegrał z Juventusem w Turynie. No bo przecież prowadząc po 30 minutach dwiema bramkami nie powinno się przegrywać meczu. No bo klasowy zespół w takiej sytuacji trochę się przyczaja i punktuje szarżującego, zranionego rywala. Tymczasem Lech owszem, ciut się przyczaił, ale po frajersku stracił dwie bramki (Chiellini x 2) i jego gra zaczęła wyglądać desperacko. Po chwili Del Piero huknął z daleka i zamiast prowadzenia Lech przegrywał.
No i wtedy zacząłem pisać tekst zatytułowany "Lech Frajer Poznań". Ale "Kolejorz" miał w tym meczu dwa spore atuty. Trenera oraz Łotysza. Trener Jacek Zieliński oparł się pokusie zastąpienia zmęczonego napastnika (Artjoms Rudnevs) świeżym napastnikiem (Wichniarek lub Tschibamba). Zdjął Peszkę i Stilicia, Rudnevsa zostawił. Nowi napastnicy narobili trochę szumu na boisku (nic więcej chyba nie umieją), a Rudnevs w 93 minucie, jessssu, co on zrobił! Pierdyknął tak, że Del Piero mógł się poczuć lekko zawstydzony. Piłka musnęła jeszcze poprzeczkę i zrywając pajęczynę zatrzepotała w siatce bramki Juventusu. Gol rodzaju "stadiony świata", a Rudnevs zanotował hat-trick.
Łotysz uratował twarz Lechowi. Nie ma co narzekać, mecz naprawdę mógł się podobać. Teraz tylko nie można się poddać jakiejś nieuzasadnionej euforii - to uwaga pod adresem piłkarzy Lecha. Remis w Turynie to niezły wynik, ale trzeba pamiętać, że zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki i przez indywidualne błędy w defensywie (Arboleda, Kotorowski) poznaniakom uciekło. Pozytywy? Oczywiście Rudnevs, zaskakująco Peszko i Kriwiec, gra do końca. Negatywy to słaba forma Arboledy i bardzo niepewny Kotorowski. Piszę "niepewny", choć powinienem napisać "nierówny" - bo kilka interwencji miał na bardzo wysokim poziomie. Negatywem również określiłbym sposób gry Lecha po przerwie, kiedy zespół prezentował się wręcz żałośnie.
Trzeba Lechowi przyznać jedno - potrafi od czasu do czasu wyłowić perełkę. Teraz perełką jest Rudnevs, ale warto przypomnieć, że perełkami byli już wcześniej np. Stilić i Kriwiec, którzy mocno spuścili z tonu. Oby po tym meczu lechici nabrali pewności siebie. Bo w pewnym momenciu odnosiłem wrażenie, jakby przystraszyli się tego dwubramkowego prowadzenia i nie za bardzo wiedzieli, co z tym "fantem" zrobić.
Teraz czekam na kolejne mecze Lecha w Lidze Europejskiej. Nie będzie łatwo, ale przy odrobinie szczęścia i ambicji dobre wyniki i awans z grupy są możliwe. Do gry musi wrócić Bosacki i Burić, któy robi lepsze wrażenie niż Kotorowski. No i ktoś oprócz Rudnevsa musi zacząć strzelać gole. Arboleda powinien do następnego meczu poradzić sobie ze swoją słabszą postawą. Zapowiada się ciekawa batalia o wyjście z grupy.
W drugim meczu grupy A Manchester City spokojnie pokonał Red Bull Salzburg i został liderem. Nikt nie ma wątpliwości, że to największy faworyt w grupie, w której występuje Lech Poznań.
Juventus Turyn - Lech Poznań 3:3 (1:2) - gole: Chiellini - 2, Del Piero (Juventus) - Rudnevs - 3 (Lech)
PS. Już czytam, że remis z Juventusem to "sukces polskiej piłki". Ludzie, sukces to będzie, jak Lech wyjdzie z tej grupy. A i to cząstkowy. Prawdziwym sukcesem byłoby zwycięstwo w całej Lidze Europejskiej. I w to trzeba celować, a nie masturbować się myślą o remisie ze słabym Juve.
PS.2. Za dużo tych grup!
Zobacz również:
- szatanski's blog
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać































