
Tym razem tytuł bez żadnych podtekstów. 2 czerwca 2010 roku nad austriackie Kufstein nadciągnęły ciężkie, ołowiane chmury i uraczyły tę tyrolską, niewielką miejscowość istną pompą. Deszcz lał się strumieniami i bez wytchnienia. Moczył wszystkich i wszystko bez względu na przynależność państwową lub posiadanie biletów na mundial czy też ich nieposiadanie. Żel spłynął z głów piłkarzy już w czasie rozgrzewki, a gdyby grały kobiety, to makijaż tez by im szybko spłukało. Mecz Polska - Serbia deszcz zamienił w kolejną potyczkę na wodzie.
Zgodnie z zapowiedziami Franciszek Smuda zmienił reprezentację gruntownie. Częściowo z konieczności (w porównaniu do meczu z Finlandią ubyli na przykład kontuzjowani Ireneusz Jeleń czy Michał Żewłakow), częściowo z powodu realizacji wcześniejszych założeń. Serbowie wyszli na boisko chyba lekko zdekoncentrowani i sfrustrowani opadem, bo "biało-czerwoni" od razu narzucili swoje warunki gry, spychając finalistów Mistrzostw Świata w RPA do czasami desperackiej obrony. Wydawało się, że to Polacy jadą na mundial. Świetny odbiór piłki, szybkie akcje oskrzydlające, dużo dośrodkowań i sporo zagrożenia pod bramką Isailovica. Niestety znów szwankowało wykończenie akcji, niefart wciąż nie chce opuścić Roberta Lewandowskiego. Zawodnik ten miał przynajmniej dwie świetne okazje do zdobycia goli po pięknych akcjach, ale za każdym razem piłkę z linii bramkowej wybijali Serbowie. Pięknym strzałem z rzutu wolnego popisał się Kuba Błaszczykowski, ale tym razem futbolówka otarła się o słupek tuż przy spojeniu z poprzeczką. Swoje okazje mieli również Sławomir Peszko oraz Dawid Nowak. Przeciwnicy stworzyli zaledwie dwie sytuacje pod bramką Polaków. W jednej z nich po strzale piętką Danko Lazovica, Łukasz Fabiański omal nie "wjechał" na śliskiej murawie z piłką do bramki - ta interwencja na plus dla "Fabiana". Generalnie polski bramkarz rozegrał niezłe zawody, raz niepewnie interweniował, na szczęście bez konsekwencji.
W drugiej połowie role się odwróciły. Serbów opieprzył w szatni Radomir Antic i szybko otrząsnęli się z przewagi Polaków. To oni prowadzili grę, ale bądźmy szczerzy - poza stumilionowoprocentową okazją Pantelica nie stworzyli sobie klarownej sytuacji. Wspomniany Pantelic spudłował z czterech metrów do pustej bramki. Kuriozum.
Polacy w drugiej połowie wykazali się jedynie ambicją. Widać było braki kondycyjne oraz chaos w ekipie po zejściu z boiska kontuzjowanego Łukasza Piszczka. Szczególnie słabo prezentował się Dariusz Dudka na lewej obronie, Serbowie robili z niego wiatrak co chwila, sam piłkarz biegał dwa razy wolniej od przeciwników. Tak doświadczonemu zawodnikowi nie powinny się zdarzać takie występy.
Podsumowując - dwa mecze w jednym. Smuda zbiera informacje o zawodnikach, testuje ich i ocenia. Dla mnie wszystko to wygląda nieźle, reprezentacja idzie w dobrym kierunku. Młodzi nabierają pewności i doświadczenia, drużyna się zgrywa, ogrywa z dobrymi przeciwnikami. Mecz z Hiszpanią będzie na pewno kluczowy dla tego etapu kwalifikacji zawodników oraz oceny rozwoju samej reprezentacji. To już rywal z najwyższej półki i najlepszy egzaminator dla naszych młodych wilków. Mecz z mistrzami Europy pokaże tak naprawdę, czy wybrańcy Smudy nadają się do podjęcia prawdziwych wyzwań w najbliższej przyszłości.
Póki co jestem optymistą...
Zobacz również:
- Mecze reprezentacji Polski 2010
- Polska piłka
- Mistrzostwa Świata w piłce nożnej RPA 2010
- Wrażenia po meczu na blogu Zabiaperspektywa.blox.pl
- szatanski's blog
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
































I połowa
W pierwszej połowie Polacy zagrali przyzwoicie. Dominacja Serbii w drugie części wynikała z tego, że serbski trener zrobił zmiany a nasz nie wiadomo na co czekał oraz z podejścia do gry Serbów. Mnie zastanawia jak słabo musi grać Lewandowski by Smuda zmienił go w np. 60 minucie, bo z Serbami zagrał tak, że w Dortmundzie to ławka czeka w najlepszym wypadku.
to pokazuje
To pokazuje jak polska liga odstaje od lig zagranicznych. Nawet nasz "król strzelców" ma problemy ze sforsowaniem obrony przeciwników z Zachodu. Wyjazd dla Lewego wydaje się więc konieczny by się rozwinąć i pograć na światowym poziomie, a nie gnuśniueć w Ekstraklasie.
BTW Do końca tego tygodnia miała się wyjasnić sprawa jego transferu. Już piątek.
Lewy
Stasiu, niech on przepracuje okres przygotowawczy w nowym klubie, wtedy zobaczymy. A najpierw to niech najpierw zapadną ostateczne decyzje co do jego przyszłości, bo to już przestaje byc śmieszne.
To fakt każdy zawodnik
To fakt każdy zawodnik powinien mieć pół roku na aklimatyzację, ale obawiam się, że w dzisiejszym futbolu nie ma na to miejsca. Jak zaliczy passę 5 spotkań bez bramki to może mieć kłopoty.
Niestety
Takie są twarde prawa futbolu. Piłkarze z reguły zdają sobie z tego sprawę, Lewy na pewno również. Niech już kurna wypier... do tego Dortmundu:)