
Piłka nożna to w sumie prosta gra. Trzeba wyjść na boisko próbować rozegrać piłkę (albo ja przechwycić) potem podać do napastnika, który musi oddać celny strzał na bramkę. Albo ustawić piłkę powiedzmy w odległości kilkunastu metrów od bramki i również celnie strzelić w jej kierunku, tyle że z odpowiednią siłą.
Nadmiar kombinowania czasami psuje prostotę i przez to nie przynosi porządnego efektu.
Te prostotę w grze opanowali dość dobrze piłkarze Górnika, piłkarze Legii zaś do bólu komplikują rzeczy proste klepiąc piłkę bez końca bez żadnego efektu.
Na ich usprawiedliwienie można napisać to, że by był spełniony pierwszy warunek trzeba posiadać napastnika. Niestety jak na boisko wypuszcza się napastnika, który jest nim głownie z nazwy, bo najczęściej gra 30-40 metrów od bramki rywala i często gra nawet dalej od tej bramki niż jego partnerzy rozgrywający piłkę to trudno by potem mógł wykańczać sytuacje.
Niestety jakiś czas temu, ktoś w klubie uznał, że Daniel Ljuboja będzie na koniec kimś kim nie był przez całą karierę, czyli egzekutorem. Zawsze miał przed sobą środkowego napastnika. W Legii tym środkowym jest on sam i robi się problem.
Jeszcze nagła eksplozja talentu strzeleckiego Radovica ratowała sytuację. Ale kiedy tego zabrakło cała para Ljuboi poszła w gwizdek.
Niestety przed meczem miałem dwie obawy. Po pierwsze dla Legii zagrali rywale do walki o tytuł, a to nie wróżyło niczego dobrego. Po drugie Legia z Górnikiem zawsze miała ciężko. Jednak liczyłem na remis, no ale jak nie ma komu strzelać bramek?
Legia w meczu z Górnikiem zagrała w składzie:
12. Dusan Kuciak - 2. Artur Jędrzejczyk, 6. Michał Żewłakow, 17. Marcin Komorowski, 14. Jakub Wawrzyniak - 27. Rafał Wolski (79' 7. Michal Hubnik), 25. Jakub Rzeźniczak (46' 18. Michał Kucharczyk), 5. Janusz Gol, 21. Ivica Vrdoljak, 33. Michał Żyro - 28. Danijel Ljuboja
Ławka rezerwowych: 84. Wojciech Skaba, 4. Dickson Choto, 7. Michal Hubnik, 11. Tomasz Kiełbowicz, 15. Inaki Astiz, 18. Michał Kucharczyk, 38. Bartosz Żurek
Sam mecz rozkręcał się powoli i był dość wyrównany jeśli chodzi o prowadzenie gry. Były momenty kiedy groźnie atakował Górnik a potem takie kiedy nieźle rozgrywała i atakowała Legia. Jednak do 24 minuty nic wielkiego z tego nie wynikało.
Jednak wtedy rozgrywający piłkę Janusz Gol stracił ją (choć tu sędzia powinien odgwizdać zagranie ręką Nakoulmy) przy bocznej linii ok. 35 metrów od bramki Górnika, a tę przejął napastnik Górnika po czym pobiegł w stronę bramki gości. Nienajlepiej zachował się Żewłakow, który cały czas się cofał nie próbując atakować rywala w efekcie ten podbiegł do pola karnego i silnym strzałem z samej linii w prawy górny róg pokonał bramkarza Legii.
To ustawiła grę na resztę meczu, bo Legia dalej biła głową w zabrzański mur, a gospodarze skupili się na kontrach. Co prawda Legia stwarzała sobie sytuacje, ale tu niestety brakowało piłkarza, który by te sytuacje wykańczał, lub chociaż starał się walczyć o piłkę z obrońcami gospodarzy w polu karnym.
Legia na dziś ma jednego takiego piłkarza. To Michal Hubnik. Co prawda powraca on po kontuzji i zapewne nie jest w najlepszej formie ale być może dałby więcej w ataku niż będący w równie niewysokiej formie Ljuboja, który dodatkowo gra dość daleko od bramki.
Tym czasem trener Skorża w przerwie dokonał nic nie dającej zmiany (bo ta nie mogła nic dać) i za Kubę Rzeźniczaka (choć ten po mimo żółtej kartki coś jednak wnosił do gry w przeciwieństwie do Janusza Gola) wprowadził Michała Kucharczyka.
W ten sposób Legia zwiększyła liczbę zawodników grających z dala do bramki natomiast w polu karnym Górnika królowali do końca meczu gospodarze.
Michal Hubnik wszedł co prawda na boisko, ale kiedy było już 2:0 (bramka z rzutu wolnego Mariusza Magiery przy nienajlepszym zachowaniu Jędrzejczyka i Kuciaka) i w zasadzie było po meczu.
I tu na podsumowanie nie bardzo wiem co napisać. Bo z jednej strony jest mecz ze Sportingiem, który Legia powinna spokojnie wygrać 3-4:0, a który przecież jest drużyną o kilka klas lepszą od zabrzan, a potem jest mecz w lidze i mamy grę jaką mamy.
I tu dojdę do rzeczy, o którą spieram się w innym miejscu z szatanskim. A mianowicie o priorytetach. Bo moim zdaniem Legia, dla której jednak priorytetem jest liga i walka o mistrzostwo powinna mecze w LE potraktować nieco ulgowo.
A tak znów napinka na te mecze przyczyniła się do straty punktów (wcześniej Legia napięła się na mecz z PSV mając zaraz po nim do rozegrania dwa mecze co 3 dni). Niestety na razie klub nie posiada jakiejś bogatej kadry, do tego po kontuzji powraca Ljuboja i Hubnik, a po meczu ze Sportingiem kontuzji nabawił się Rybus i teraz nie zagrał.
Może jednak trzeba było trochę odpuścić, a przynajmniej piłkarzom, którym przyda się trochę czasu na powrót do formy?
A tak Legia zamiast zbliżyć się do Śląska, który swój mecz zremisował straciła do niego kolejny punkt.
Teraz Legia zanim pojedzie do Wrocławia najpierw odwiedzi Lizbonę. I pewnie tam znów Skorża napnie się na ten mecz a ze Śląskiem nie wystarczy sił. Przy wygranej z Górnikiem we Wrocławiu można było nawet zremisować, teraz tam trzeba wygrać. A o to 3 dni po rewanżu w LE będzie cholernie ciężko. No chyba, że Skorża jednak zmieni priorytety i da niektórym piłkarzom odpocząć, a do tego zagra już Novo i wniesie to co Legia potrzebuje najbardziej czyli strzelone bramki.
Bramki:
-----Zobacz: Futbol to również piękne kobiety--------------------------
-----------------------------------------------------------------
WAŻNE! Zobacz również:
- Polska piłka w sezonie 2011/2012
- Klasyfikacja króla strzelców
- Aktualna tabela T-Mobile Ekstraklasy
- Ankieta: Komu kibicujesz?
Zostań fanem FootballBlog.pl na Facebooku
- sasin's blog
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać







































Napinka
No właśnie, po tym meczu to ja się zastanawiam, czy liga jest aby takim priorytetem dla Legii:)
Ale gol Nakoulmy przedni. Faktycznie największy błąd popełnił tu Żewłakow. Nie wiem, jak obrońca z takim doświadczeniem mógł zrobić coś tak fatalnego...
priorytety
dla Legii liga jest prorytetem.
tylko, że dla klubu niestety większym priorytetem jest pozbycie się balastu jakim jest dług wobec ITI i moze (ale to moje osobiste życzenie) samego iti. to byłoby idealne
ręka
jaka ręka warszafka czuje się znów skrzywdzonajaka ręka warszafka czuje się znów skrzywdzona
Ręka
Piłka trafiła w rękę ewidentnie, powtórki to ewidentnie potwierdzają. Aczkolwiek trudno powiedzieć, żeby sędzia wypaczył wynik, bo to było jakieś 60 metrów od bramki Legii:)
sędzie nie wypaczył
To, ze ręka była ewidentna nie podlega moim zdaniem dyskusji.
Ale Żewłak powinien te akcję przerwać a nie biegł na wstecznym 60 metrów. Pamiętam jak w Legii grał Szala. gdyby to on tam wtedy biegł, to jestem więcej niż pewien, ze Prezes nie ubiegł by nawet 10 metrow jakby dostał z łokcia i pewnie więcej by już nie próbował.
Nie mówię, ze trzeba grać brutalnie, ale jednak takie akcje się przerywa faulem. taki sport.
Prawda.
Nie ma dwóch zdań. No ale Żewłakow nie sfaulował Nakoulmy, nie zabrał mu piłki, nikt ich nie dogonił i zrobiło się 0:1. Jakoś nie żal mi Legii:)
kompleksy?
Leczysz jakis swoje śląskie kompleksy?
Ręka była, bo Prezes przytrzymał nia piłke. Inna sprawa, ze było sporo czasu by go postrzymać i Żewłak zamiast my wyjechać to sie cofał. Gdyby tam był Wojtek Szala to Prezesa powstrzyłaby w bezpiecznej odległości od bramki.
Czasami tzreba jednak się zdecydować na faul. Żewłak tego nie zrobił i wyszło jak wyszło.