
No cóż długi weekend sprawił, ze dopiero dziś znalazłem czas by napisać o meczu Legia – Widzew.
Zresztą tak szczerze to nie ma za bardzo o czym pisać, bo dawno nie wynudziłem się tak bardzo. No ale obowiązek obowiązkiem i kilka słów o tym co wydarzyło się w miniony piątek przy Łazienkowskiej.
Legia Warszawa wyszła na mecz w składzie: Wojciech Skaba - Jakub Wawrzyniak, Dickson Choto (46' Marcin Komorowski), Inaki Astiz, Artur Jędrzejczyk - Maciej Rybus (63' Michał Kucharczyk), Ariel Borysiuk, Janusz Gol (56' Alejandro Cabral) - Miroslav Radovićm Michal Hubnik.
Ławka rezerwowych: Marijan Antolović, Tomasz Kiełbowicz, Marcin Komorowski, Alejandro Cabral, Michał Kucharczyk, Bruno Mezenga, Sebastian Szałachowski
O samym meczu trudno cokolwiek napisać. Wystarczy statystyka strzałów. Legia oddała ich aż 9 z czego aż 4 były celne. Co prawda jeden trafił do bramki i dał Legii cenne trzy punkty, ale...
No właśnie to ale. Legia zagrała beznadziejny mecz grając w tempie wolnym lub wolniejszym. Na jej szczęście Widzew był drużyna jeszcze słabszą i nie wykorzystał tej „wielkości’ Legii.
Co prawda piłkarze Widzewa mieli niezłą sytuacje do zdobycia bramki w 72 minucie, tzn. mieliby gdyby nie faul Artura Jędrzejczyka, po którym obrońca Legii dostał żółtą kartkę, a mógł i czerwoną.
A czy powinna być czerwona? Szczerze to byłem przekonany, że taka dostanie. Potem oglądałem tę sytuację kilka razy i powiem, że to była sytuacja pól na pół. Gdyby sędzię dał czerwoną, to nikt by się do niego wiele nie czepiał, dał żółta i też się wybroni, bo w sumie obrońcy byli blisko.
Generalnie zarówno o pierwszej połowie jak i o drugiej można by powiedzieć, ze się po prostu odbyły. W drugiej chociaż padła bramka i to tyle co można napisać o tym „porywającym widowisku”
Ale obserwując mecz naszła mnie taka myśl. A mianowicie taka, że piłkarze Legii wcale nie są tacy słabi, mało tego spokojnie stać ich by w cuglach zdobyć tytuł (no może poza Manu, który mam wrażenie biega szybciej od swojego rozumu). Brakuje im tylko trenera z prawdziwego zdarzenia.
Patrząc na ich poczynania w meczu z Widzewem widać, że piłkarze Legii kompletnie nie maja pojęcia jak grać, jak się ustawiać, jak się przesuwać na boisku, jak współpracować. Wystarcza dwa szybkie podania z pierwszej piłki, by minąć bocznego pomocnika i obrońcę, bo obaj biegną do zawodnika z piłką.
Po 4 meczach sezonu widać było, że pomysł gry na dwóch defensywnych pomocników jest idiotyczny, ale trener Skorża trzyma się go do dziś. W środku nie ma piłkarza, który by pokierował zespołem, są za to jakieś ataki dwójkowe, trójkowe. Do tego wszystko jak na zwolnionych obrotach.
Piłkarze sobie często przeszkadzają. Od tej rundy Legia ma napastnika grającego tyłem do bramki i w 16, ale trener nie ma bladego pojęcia jak go wykorzystać. I Hubnik miota się na boisku nie dostając żadnych podań, a jak dostanie to jest sam, bo nie ma schematów jak grac z takim napastnikiem.
Powiem tak wcześniej byłem zwolennikiem, by Skorża został do końca sezonu, ale teraz uważam, że trzeba go zwolnić już teraz, by przyszedł nowy trener (ale nie żaden Janas czy Kasperczak) i przez te kilka meczy do końca dokonał przeglądu kadry, bo może nie wszyscy nadają się do pozbycia się.
Nie mniej jedno trenerowi po tym meczu trzeba przyznać. Wygląda na to, że już utrzymał Legię w lidze. Normalnie pełen sukces.
Bramki
Na koniec chce wspomnieć o jeszcze jednym. Tak ok. 50 minuty meczu kibice stracili nieco cierpliwość do gry Legii jak i wyrazili swoja dezaprobatę odnośnie niektórych osób w klubie. Najwięcej dostało się Leszkowi Miklasowi, którego kibice pożegnali gromkim „Żegnaj, żegnaj ooo bye, bye”.
Pewnie to nie spodobało się nikomu z klubu, ale kibicom z kolei niewiele się podoba z tego co robią te osoby.
Zobacz również:
- XXIV kolejka Ekstraklasy
- Polska piłka - sezon 2010/2011
- Król strzelców Ekstraklasy 2010/2011
- Ankieta: Komu kibicujesz?
Zostań fanem FootballBlog.pl na Facebooku
- sasin's blog
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
































Legia - Widzew
nie jestem fanką ani Legii ani Widzewa, ale kurcze to nasze Wielkie Derby!
Pamiętam z dzieciństwa ;) jak siadało się przed TV i oglądało z zacięciem te mecze! Akurat mniejszym złem dla nas był Widzew (przyp. red. fanka Jagiellonii), ale w tych meczach było to na co zawsze czeka się w meczu: zaangażowanie, walka do upadłego, agresja (ale nie brutalność typu Pepe), szybkość, gole, piękne akcje i świetne parady bramkarzy a to ... jak autor zauważył - nie warte komentarza i opisu :) i tutaj musze się niestety zgodzić z Wojtkiem Kowalczykiem, który w moim ulubionym niedzielnym programie stwierdził, że oba zespoły chyba nie zdawały sobie sprawy w jakim meczu grają i że powinno się ich wysłać na historię meczów Legia-Widzew/Widzew-Legia
Fanka...?
A czyją fanką jesteś?:)
PZPN :)
od dziś PZPN'u! :) :) :)
...?
A to z jakiegoś konkretnego powodu?
ironia
kocham ich za całokształ! :)
Ciałokształt?:)
Ty mi nie uciekaj od odpowiedzi:)
Jeden mecz:)
Ja pamiętam zwłaszcza jeden mecz między Legią i Widzewem:
Mecz Legia Warszawa - Widzew Łódź (18.06.1997)
hehe
a kto nie pamieta
A kto go nie pamięta.
ja go widziałem raz na żywo na Ł3 i do dzis nie moge go oglądać.
zdecydowanie raz wystarczy