
No i Legia w półfinale Pucharu Polski. Po pierwszym wyjazdowym remisie 1:1 w rewanżu piłkarze Legii poszli za ciosem i przypieczętowali awans. Przy okazji tego meczu trener Maciej Skorża z różnych powodów wykonał kilka roszad w składzie, co w kilku przypadkach było ciekawym rozwiązaniem.
Kontuzja Cabrala nie okazała się zbyt poważna i w związku z tym wystąpił od pierwszej minuty, i jak się okazało, był jednym z najlepszych piłkarzy Legii. Przy przeziębieniu Borysiuka szansę od pierwszej minuty dostał młody Rafał Wolski, a także Dejan Kehlar i Bruno Mezenga
Legia na ten mecz wyszła w składzie:
Bruno Mezenga (66' Felix Ogbuke)
Rafał Wolski (73' Manu)
Michał Kucharczyk Ivica Vrdoljak (82' Janusz Gol) Alejandro Cabral Miroslav Radović
Jakub Wawrzyniak Dejan Kelhar Marcin Komorowski Jakub Rzeźniczak
Wojciech Skaba
Sam mecz od pierwszej minuta zaczął się niemrawo. Legia mając korzystny wynik przywieziony z Chorzowa nie rzuciła się do huraganowych ataków, tylko mozolnie konstruowała akcje od tyłu. A że i piłkarze Ruchu też nie imponowali tempem gry to mecz w pierwszej połowie nie był porywającym widowiskiem i gdyby nie akcja z ostatniej minuty, można by powiedzieć, ze pierwsza połowa tylko się odbyła.
Ale tuż przed jej końcem Michał Kucharczyk zdecydował się na strzał sprzed pola karnego. Strzał nie był specjalnie groźny, ale bramkarz Ruchu omal nie wrzucił sobie piłki do bramki, ale udało mu się ją skierować nad bramkę. Z rzutu rożnego dośrodkował Radovic a Vrdoljak strzałem głową uzyskał prowadzenie dla Legii. Po tej bramce sędzia zakończył pierwszą połowę.
Na drugą połowę Ruch wyszedł z jedną zmianą. Gabora Strakę zastąpił Arkadiusz Piech i od razu było widać, że Chorzowianie chcą jeszcze powalczyć. I pierwsze minuty na to wskazywały, bo Ruch stworzył sobie kilka groźnych sytuacji. Potem jednak Legia się otrząsnęła i zaczęła sama groźnie atakować. Najpierw bliski strzelenia bramki był Cabral, który minimalnie spóźnił się do piłki odbitej przez Peskovića.
Jednak chwilę później w 58 minucie wynik meczu został ustalony.
Lewą stroną znakomitym rajdem do końcowej linii popisał się Radovic, następnie podał piłkę w pole karne, którą przechwycił Jakub Wawrzyniak, by wycofać ją na 17 metr, gdzie nadbiegał Ivica Vrdoljak. Kapitan Legii oddał silny strzał w stronę bramki Ruchu. Piłka jeszcze po drodze odbiła się od nogi jednego z obrońców Chorzowian czym zupełnie zmyliła Peskovića i wpadła do siatki. Po tej bramce mecz nadal był ciekawy i otwarty. Trener Fornalik dokonywał kolejnych zmian, mających na celu zwiększenie siły ofensywnej (jak wpuszczenie na boisko młodego Jankowskiego). W efekcie w środku pola zrobiło się luźniej i Legia rozgrywała coraz groźniejsze akcje i tylko nieskuteczność (co niestety stało się już tradycją) sprawiła, że mecz zakończył się wynikiem 2:0 bo sam Kucharczyk powinien jeszcze strzelić dwie bramki. A gdyby koledzy lepiej rozgrywali piłkę, grali w decydujących momentach dokładniej, albo sami sobie nie przeszkadzali, to na Łazienkowskiej mogło dojść do naprawdę ostrego strzelania.
Niemniej Legia zupełnie zasłużenie wygrała ten mecz i awansowała do półfinału Pucharu Polski.
Podsumowując Legia zagrała zwłaszcza po przerwie dobry mecz. Owszem znów zawiodła skuteczność i dokładność, bo jednak choćby Kucharczyk nie powinien zaliczać takich pudeł, ale generalnie sama gra była niezła.
Na minus wyraźny minus dwóch graczy:
Manu, który wchodząc w 73 minucie na podmęczonego rywala miał pokazać swój największy atut czyli szybkość. Niestety pokazał swój drugi największy atut czyli kombinację braku pomysłu, klapek na oczach (powinien podawać do Kucharczyka po swoim rajdzie lewą stroną), kompletnego zagubienia.
Bruno Mezenga, który sam chyba nie wiedział po co wszedł na boisko i na jakiej pozycji gra. Podchodził za blisko pomocników, tak, że mający grać za nim Rafał Wolski nie wiedział czy ma grać a pomocy, za plecami Bruno czy może w ataku, by Bruno grał za jego placami.
Efekt tego tego niezrozumienia był taki, że Wolski przez długi czas gry nie mógł sobie znaleźć miejsca na boisku.
Pewnym usprawiedliwieniem dla Mezengi jest fakt, ze koledzy podawali mu często tak wysokie piłki, że nawet jakby miał 2 m wzrostu miałby kłopot by niektóre z nich opanować.
No a teraz pozostaje czekać na pólfinałowego rywala.
Zobacz również:
Zostań fanem FootballBlog.pl na Facebooku
- sasin's blog
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać































