
W sumie to sam nie wiem jak podejść do opisu tego meczu. Bo sama gra na boisku była najmniej istotna. Nie mówiąc o tym, ze nie była specjalnie porywająca. Owszem coś tam piłkarze grali, próbowali walczyć, ale raz Wiśle chyba po świętowaniu tytułu niezbyt się chciało, Legia też chyba o tym by dociągnąć do końca sezonu, tym bardziej, że przy coraz głośniejszych pogłoskach o zmianach personalnych chyba nikt już nie jest w stanie tu na nikogo wpłynąć.
Kibice też nie dopingowali w ramach protestu przeciwko działaniom rządów, wojewodów, policji i zamiast atmosfery piłkarskiego święta stworzyli atmosferę pikniku jakże chyba pożądanego przez wielu. I ten mecz w całości był taki piknikowo nijaki. No ale może coś tam uda się opisać.
Legia zaczęła mecz w składzie: Skaba - Wawrzyniak, Jędrzejczyk, Komorowski, Rzeźniczak (81' Kiełbowicz) - Rybus (77' Ogbuke), Cabra, Gol, Manu - Radović, Kucharczyk (86' Szałachowski)
Ławka rezerwowych: Marijan Antolović, Dejan Kelhar, Bruno Mezenga, Rafał Wolski, Felix Ogbuke.
To miał być hit kolejki, może nawet hit sezonu. Niestety z wymienionych wcześniej powodów był po prostu zwykłą ligową gierką. Przy okazji tradycji stało się zadość i Wisła w sezonie, w którym zdobywa tytuł przegrała w Warszawie.
Sam mecz od początku układał się pod dyktando Legii, która jednak bardziej chciała. Zwłaszcza pierwsze 20 minut to była dominacja legionistów. Jednak nie przełożyło się to na efektywność.
Z czasem i Wisła nieco się otrząsnęła i przeprowadziła kilka groźnych akcji i była bliska uzyskania prowadzenia. Jednak do końca pierwszej połowy to Legia prowadziła grę. Al;e nadal nie zanosiło się na to by przyniosło to efekt bramkowy.
I kiedy piłkarze powoli wyczekiwali przerwy w meczu znakomitym podaniem do Radovica popisał się Cabral. Serb wyszedł sam na sam z bramkarzem Wisły Sergeiem Pareiko. Radovic pierwszy doszedł do piłki i kopnął ją do przodu jednak chwilę potem obaj wpadli na siebie.
Sędzia bez wahania pokazał czerwoną kartkę Pareice i odgwizdał rzut karny dla Legii.
I tu moim zdaniem decyzja o karnym jest jak najbardziej słuszna, ale kartka czerwona w tej sytuacji to chyba trochę za dużo. Bo w sumie bramkarz w jednej akcji poniósł potrójną karę.
Ale jak wypowiedział się pan Sławomir Stępniewski w tej sytuacji sędzie postąpił zgodnie z przepisem, jednak ponoć panowie z International Football Association Board wolno bo wolno ale pracują nad zmianą tego przepisu, tak by był on bardziej z duchem gry.
Tymczasem chwilę po skutecznie egzekwowanym karnym przez Cabrala sędzia zakończył pierwszą połowę meczu.
Druga połowa zaś dostarczyła jeszcze mniej emocji niż pierwsza. I gdyby nie bramka Sebastiana Szałachowskiego nie byłoby co wspominać.
A bramka ta była chyba pożegnaniem skrzydłowego z Legią, choć sposób w jaki minął Osmana Chaveza pokazuje, że ma naprawdę talent. Niestety seria kontuzji bardzo mocno wyhamowała jego rozwój kariery i raczej ciężko liczyć, by jeszcze kiedyś zagrał na miarę swojego talentu. A szkoda.
- Opis meczu
- Raport z meczu
- Statystyki z meczu
- Trener Maciej Skorża po meczu
- Piłkarze Legii po meczu
- Piłkarze Wisły po meczu
Podsumowując:
Po tym meczu chyba każdy jest zadowolony. Wisłą ma tytuł i nie musiała się przemęczać w słoneczne sobotnie popołudnie, Legia ma 3 punkty, które utrzymują ją w walce o vice-mistrzostwo, poza tym nieco zrewanżowała się Wiśle za porażkę jesienią w Krakowie, a kibice wreszcie mogli zasiąść na w całości oddanym do użytku jakże bezpiecznym stadionie.
Odnośnie stadionu to na Łazienkowskiej w ciągu dwóch tygodni stał się cud. I ze stadionu niebezpiecznego, pełnego przemocy, chamstwa, na którym awantury to codzienność, a krew się leje strumieniami w ciągu dwóch tygodni ten sam stadion stał się miłym, przyjemnym obiektem super bezpiecznym, o wspaniałej piknikowej atmosferze. Oczywiście nie będę wspominał, ze w tym czasie nic się nie zmieniło w formie zabezpieczenia.
Myślę, że o taka atmosferę wielu chodziło, a już na pewno tym, którzy nigdy na żadnym stadionie nie byli i pewnie nigdy nie będą.
A o atmosferę jakże porządna postarali się kibice Legii. Tak więc były oklaski, miłe i sympatyczne przyśpiewki, piłki plażowe, różne zabawki dmuchane, rozgrywany mecz siatkówki.
Dało się usłyszeć „pieśń o małym rycerzu” hasła „ostatni” a także „ślimak, slimak pokaż rogi dam ci sera na pierogi.
Pozdrawiani byli także Mariusz Pudzianowski, Irena Santor, Adam Małysz czy Robert Kubica, a nawet Robert Mateja.
Osobną gwiazdą był Krzysztof Kononowicz, który przez większość pierwszej połowy coś tam gadał z gniazda w stronę kibiców z żylety, którzy co jakiś czas go pozdrawiali. Chyba nigdy w życiu nie otrzymał tylu brak i takiej porcji aplauzu:))
Była tez kukła Donalda Tuska, opustoszały młyn kibiców Legii i hasło umieszczone na koszulkach gruby kibiców „Donald kibol z młyna”, a także hasło „Wolność słowa art.54”
Pojawiły się także okrzyki, których na stadionie nie pamiętają już nawet najstarsi indianie w postaci „sędzia kalosz”. Była tez przyśpiewka w stronę sędziów o tym ze „polscy sędziowie to są niedobrzy panowie”
I w takiej jakże przyjaznej atmosferze upłynął ten mecz.
Zobacz również:
Zostań fanem FootballBlog.pl na Facebooku
- sasin's blog
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
































No proszę
Jednak można:) Kulturalny doping, pewne zwycięstwo nad mistrzem Polski:))) Oby tak dalej:)
doping
Mam nadzieję, że taka piknikowa atmosfera więcej już się nie pojawi, bo gdyby tak miałyby wygladać mecze przy takiej atmosferze, to smiało mogę juz zacząć oszczędzać na karnetach zwyczajnie ich niekupując.
ale
Ale zaoszczędzisz na kabarecie.