
No trochę przespałem się i mogę jakoś na spokojnie opisać to co działo się w Piątek przy Łazienkowskiej.
Miało być kolejne zwycięstwo Legii a tym czasem... No ale po kolei.
Legia wyszła na ten mecz w składzie: Wojciech Skaba - Jakub Wawrzyniak, Inaki Astiz, Marcin Komorowski, Jakub Rzeźniczak - Michał Kucharczyk, Ivica Vrdoljak, Ariel Borysiuk (71 Rafał Wolski), Manu - Miroslav Radović (46 Felix Ogbuke), Michal Hubnik (59 Takesure Chinyama).
Cały mecz można by podsumować zdaniem wypowiedzianym przez trenera Skorżę po meczu:
„Ten mecz w naszym wykonaniu można zatytułować : Jak przegrać na własne życzenie”.
Legia zaczęła obiecująco. Od pierwszej minuty chciała dyktować warunki i z każdą minutą opanowywała środek pola i zaczynała dyktować warunki. Nieźle też wyglądała gra skrzydłami. I w 7 minucie po akcji zaczętej od wrzutki Jakuba Rzeźniczaka w pole karne i pięknym strzale Borysiuka Legia uzyskała prowadzenie. Wydawało się, że to będzie początek rosnącej przewagi Legii. Kolejne akcje warszawian wydawały się to potwierdzać.
I kiedy wszystko wyglądało coraz lepiej, Śląsk przeprowadził 28 akcję, która odmieniła losy meczu. Najpierw na prawej stronie Dariusz Sztylka w dziecinny sposób uciekł Vrdoljakowi (postawy kapitana Legii w tej sytuacji nawet nie ma co komentować, bo tak dać się ograć, to nie miał prawa) poczym świetnie dośrodkował. Piłka przeleciała nad polem karnym i spadła wprost na nogę Kazimierczakowi (tu z kolei w obronie statystował Radovic), który huknął z pierwszej piłki.
Skaba przy strzale przysiadł nie co i piłka przeleciała nad nim. Choć strzał był tak mocny, że i tak byłby trudny do obrony, nie mniej bramkarz Legii mógł się lepiej zachować.
Ta bramka podcięła skrzydła Legii, która od tej pory grała coraz bardziej chaotycznie, choć nadal stwarzała sobie sytuacje, ale po raz kolejny brakowało dokładności przy strzałach czy rozegraniu.
I takim wynikiem remisowym zakończyła się pierwsza połowa meczu.
Na druga połowę Maciej Skorża przygotował jedną zmianę. Za słabego w piątkowym meczu Radovica wpuścił Felixa Ogbuke. Jednak jak pokazał przebieg drugiej części meczu zupełnie niezgrany z drużyną zawodnik, który do Warszawy przyleciał tydzień temu niewiele wniósł do gry, a przez pierwszą część drugiej połowy wyglądało tak jakby legia grała w 10.
Ale od samego początku drugiej połowy dla legii przychodziły kolejne ciosy. O pierwszym (czyli nie najlepszej zmianie) pisałem wyżej.
Drugi cios przyszedł w 48 minucie. Najpierw sędzia tylko w sobie znany sposób nie zauważył metrowego spalonego po podaniu piłki do Ćwielonga, ten oddał piłkę Mili, któremu wyszedł strzał życia i to prawą nogą.
Trzeci cios przyszedł w 59 minucie, kiedy to z boiska z urazem musiał zejść Michal Hubnik. Za niego wszedł kompletnie nieprzygotowany i znajdujący się w żałosnej formie Takesure Chinyama i w sumie szanse na odrobienie straty bramkowej spadły do minimum.
Dodatkowo Śląsk mógł Legii odebrać resztę nadziei w 71 minucie, kiedy to Jakub Rzeźniczak faulował w polu karnym Ćwielonga, jednak Kazimierczak przestrzelił karnego i do końca legioniści starali się walczyć o punkty. W 71 minucie Skorża próbował jeszcze coś zmieniać i za Ariela Borysiuka wpuścił na boisko młodego Rafała Wolskiego, jednak mimo zaangażowania i w sumie obiecującego występu nie był w stanie odwrócić losów meczu. Niestety brak pomysły na rozmontowanie szczelnej obrony gości, chaotyczna gra i fakt, ze Legii nic nie wniosły dwie pierwsze zmiany, a wręcz osłabiły zespól sprawiło, ze wynik nie uległ zmianie.
Bramki z meczu
Podsumowując Śląsk oddał dwa groźne strzały na bramkę i wygrał mecz. Poza tym prawie nie atakował i wygrał mecz. Legia nie zagrała jakoś porywająco, ale mimo wszystko miała więcej z gry. Zabrakło w wielu sytuacjach dobrego rozegrania, w kilku dokładności. Jeszcze jakoś w pierwszej połowie to wyglądało, ale w drugiej były trzy momenty, które odebrały Legii szanse.
1. Wejście Ogbuke - widać że gość zupełnie nie czuje jeszcze gry i nic nie wniósł.
2. Spalony przy podaniu do Mili i strzał życia Mili prawą nogą.
3. Wejście Tejkszura za Hubnika - widać, że Chini jest w zerowej formie, wolny ociężały. Od tej pory Legia w zasadzie grała w 9 w ofensywie.
Niestety też wyszedł bardzo słaby mecz Rado. Szkoda, bo mecz Legia mogła spokojnie wygrać. W zasadzie to przegrała sama ze sobą a nie ze Śląskiem.
Po meczu realizatorzy pokazali smutną i przygnębioną minę Skorży, ale moim zdaniem ta drużyna będzie miała takie nierówne mecze. Wychodzą niestety transfery w ostatniej chwili (Ogbuke, Gol).
Na plus tym razem kibice, którzy ani na moment nie przestali wierzyć w drużynę i dopingowali do samego końca. Tym razem na trybunach było ich 15 tys. (z powodu przeziębienia niestety zabrakło tam piszącego te słowa), ale doping był o niebo lepszy niż podczas derbów.
Zobacz również:
Zostań fanem FootballBlog.pl na Facebooku
- sasin's blog
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać































