
Od razu napiszę, że wierzę Spyrosowi Marangasowi. Cypryjczykowi, który twierdzi, że przynajmniej pięciu członków Komitetu Wykonawczego UEFA było przekupionych przy przyznawaniu organizacji EURO 2012. Wierzę, bo dowodów póki co nie przedstawił. Ale jestem przekonany, że żaden proces przyznawania praw organizacji jakiejkolwiek wielkiej, międzynarodowej imprezy, nie jest wolny od korupcji. Jestem przekonany, że każdy z członków ciała decyzyjnego poddawany jest naciskom lobbystów, dysponujących wypchanymi kopertami. I jestem przekonany, że wielu ulega pokusie.
Bo przecież organizacja takiej olimpiady, mistrzostw świata czy nawet EURO to wielomilionowe przychody i zyski, ogromna promocja miasta czy kraju oraz pieniądze na opłacalne inwestycje. Dlatego tych kilka czy kilkanaście milionów na łapówki to koszt, jaki potencjalni organizatorzy ponoszą bez mrugnięcia okiem.
Pierwsze nazwisko, jakie padło w kontekście podejrzeń o przekupstwo przy EURO 2012, to Mircei Sandu - prezes Rumuńskiej Federacji Piłkarskiej. Otrzymał on ponoć dwa miliony euro w zamian za to, że odda swój głos na kandydaturę polsko-ukraińską. Niezła sumka. Sandu oczywiście wszystkiemu zaprzecza i już zapowiedział, że pozwie Marangasa do sądu. Jestem ciekawy, czy faktycznie tak postąpi.
Tymczasem Cypryjczyka na drogę sądową pozwała Europejska Federacja Piłkarska (UEFA), która dała mu czas na przedstawienie dowodów. Marangas odmówił. Stwierdził, że już wcześniej przekazywał do UEFA dowody, ale sprawa nie znalazła dalszego ciągu. Dlatego on i jego adwokat z radością przyjęli zapowiedź władz europejskiego futbolu - dzięki procesowi obiektywny sąd będzie mógł się zapoznać z rewelacjami, jakie cypryjski prawnik ponoć zgromadził.
UEFA nie zamierza odbierać Polsce i Ukrainie organizacji EURO w 2012 roku. Nic dziwnego - gdyby tak postąpiła, przyznałaby, że korupcja w jej szeregach faktycznie miała miejsce. Co ciekawe, sam Marangos nie oskarża w swoich wypowiedziach Polaków. Według niego całością operacji kierował szef Ukraińskiej Federacji Piłkarskiej, Hryhorij Surkis. Ten polityk, działacz i biznesmen, według niektórych powiązany również ze strukturami mafijnymi na Ukrainie, to inicjator EURO w naszych dwóch krajach. Człowiek wielce wpływowy i zamożny. Marangas twierdzi, że Polacy nawet o niczym nie wiedzieli. Patrząc na Grzegorza Latę i widząc jego kłapanie gębą na lewo i prawo nie dziwię się, że Surkis zorganizował wszystko sam.
Ciekawe, jak rozwinie się ta cała sytuacja. Wcześniej owszem, przyłapywano okazyjnie tego czy owego działacza na braniu łapówek, ale z reguły po fakcie - czyli po zakończonej imprezie. Tu afera wynikła niemal na dwa lata przed EURO. Już Włosi zapowiedzieli, że są gotowi przejąć organizację mistrzostw i zapewnić ich odpowiednią oprawę. Za chwilę zapewne odezwą się Niemcy i Anglicy. Zastanawiam się, co zrobi UEFA, jeśli sąd uzna ważność dowodów Marangasa.
Jedno jest pewne - stadionów nam nie zburzą:)
Zobacz również:
- szatanski's blog
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
































Tylko teraz pojawia się
Tylko teraz pojawia się pytanie, czy jeśli faktycznie sprawa trafi do sądu, to sąd będzie niezawisły, czy też przyjmie łapówkę. Marangas będzie musiał mieć naprawdę dobrego adwokata, żeby przeciwstawić się takimu gigantowi jak UEFA. Chyba, że prędzej czy później zagienie w niewyjaśnionych okolicznościach...
Swoją drogą, ciekawe czy tylko Ukraińcy dawali wówczas łapówkę, czy również Włosi próbowali, a teraz zgrywają świętych.