
Kiedy pierwszy raz obejrzałeś z trybun mecz reprezentacji Polski?
28 października 1956 roku, w samo niedzielne południe. Był to premierowy występ naszej kadry na stołecznym Stadionie Dziesięciolecia. Miałem raptem 16 lat. W kierunku Stadionu Dziesięciolecia maszerowały tłumy ludzi, jechały autobusy, tramwaje. Ostatecznie na trybunach znalazło się ponad pięćdziesiąt tysięcy widzów. Polacy zwyciężyli Norwegię 5:3 (4:0), a bohaterem dnia zostałe Ernest Pol, zwany przez kolegów "Nochalem", który zdobył aż cztery gole.
Piątego dołożył Henryk Kempny, a tuż po przerwie Czesław Suszczyk nie wykorzystał rzutu karnego. Pamiętam, że nie dotarł na czas zagraniczny sędzia, którego zatrzymały wydarzenia na Węgrzech, i z gwizdkiem pojawił się na murawie Franciszek Fronczyk, jeden z najlepszych wówczas krajowych arbitrów. Rywale nie protestowali, był to przecież mecz towarzyski. Ciekawostką jest to, że w naszej reprezentacji wystąpiło aż sześciu zawodników mojej Legii.
Wprawdzie konfrontacja z wikingami była premierowym występem biało-czerwonych na Stadionie Dziesięciolecia, ale oficjalne otwarcie tego obiektu nastąpiło chyba kilkanaście miesięcy wcześniej?
Oczywiście. Został wzniesiony, głównie z gruzów stolicy, bardzo szybko, w jedenaście miesięcy. Projektantem był profesor Jerzy Hryniewiecki, jeden z organizatorów olimpiady za drutami w oficerskim obozie Woldenberg II w 1944 roku. Obiekt posiadał boisko okolone ośmiotorową bieżnią żużlowo-granitową oraz widownię liczącą oficjalnie 71 008 miejsc. Uroczyste otwarcie obiektu nastąpiło 22 lipca 1955 roku, z okazji V Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów. Ta impreza miała jednoznaczne zabarwienie polityczne. Zapewniam jednak, że Warszawa nigdy wcześniej ani potem nie była tak rozśpiewana, kolorowa i radosna, chociaż przy okazji zdarzały się też wypadki. Tego się nie da opisać. Po prostu trzeba było tam być i samemu to przeżyć.
Pamiętam jak dziś tragedię na wiadukcie mostu Poniatowskiego. Karetka wojskowa, próbując uniknąć kolizji z autem osobowym, wpadła w poślizg i uderzyła w barierkę. Samochód się zakołysał i przewrócił na bok, przygniatając wypadającego z szoferki kierowcę. W środku jechała jego siostra, chciał jej pokazać Warszawę. Nieborak trafił na cemntarz. Uciekłem stamtąd, nie mogłem patrzeć na rozpacz dziewczyny.
W inauguracyjnym spotkaniu reprezentacja Stalinogrodu - tak wtedy nazywały się Katowice - pokonała Warszawę 2:1. Autorem pierwszej historycznej bramki był Czesław Ciupa, wtedy skrzydłowy bytomskiej Polonii, ale wkrótce trafił do Legii. Przy okazji dodam, że rok później - podczas spotkania Polski z NRD - nastąpiła inauguracja Stadionu Śląskiego. Pierwszego gola strzelił w Chorzowie Jerzy Woźniak, obrońca CWKS. Nie zgłosił się jednak po przygotowaną przez organizatorów nagrodę. Dlaczego? Bo to był samobój!
Drugi mecz na Stadionie Dziesięciolecia, zakończony zaskakującą porażką 0:1 z Turcją, transmitowała już nasza telewizja. Głównym sprawozdawcą był Stefan Rzeszot, którego wspomagali Karol Hig i Zbigniew Smarzewski. Do czasu zbudowania własnego stadionu przy ulicy Racławickiej także Gwardia rozgrywała swoje mecze na reprezentacyjnym obiekcie stolicy. Natomiast rekordową frekwencję, dziewięćdziesiąt tysięcy widzów, zanotowano tam 3 listopada 1957 roku podczas spotkania, w którym Polska pokonała Finalndię 4:0.
Wybrany fragment pochodzi z książki Andrzeja "Bobo" Bobowskiego "Tajemnice Króla Kibiców", która ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. Blogserwis FootballBlog.pl posiada osobistą zgodę autora na publikowanie wybranych jej fragmentów.
Książkę tę można kupić na przykład tutaj.
Teraz możesz wygrać tę książkę z dedykacją autora - weź udział w "Królewskim konkursie FootballBloga"!
Wystarczy odpowiedzieć na jedno proste pytanie - szczegóły znajdziesz tutaj.
WAŻNE! Zobacz również:
- Inne opowieści Króla Kibiców
- Polskie granie
- Ankieta: Komu kibicujesz?
- Mistrzostwa Świata w piłce nożnej
Zostań fanem FootballBlog.pl na Facebooku
- szatanski's blog
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać































