
20 października 1957 roku miało miejsce jedno z legendarnych wydarzeń nie tylko w dziejach rodzimego futbolu, ale w ogóle całego sportu. Aż sto tysięcy widzów zjawiło się na Stadionie Śląskim w Chorzowie, by obserwować mecz Polska-ZSRR. Po golach filigranowego łącznika chorzowskiego Ruchu, Gerarda Cieślika, zwyciężyliśmy 2:1. Mieszkałeś wówczas na Śląsku, pracowałeś w kopalni i oczywiście znalazłeś się na widowni. Jak...
... obecnie wspominasz tamto wydarzenie?
To była pierwsza rocznica przemian, a zarazem trzecie spotkanie reprezentacji oraz pierwsze tej rangi na śląskim gigancie. Ja też debiutowałem wtedy w roli kibica podczas eliminacji mistrzostw świata. Ekipa spod znaku CCCP kojarzyła nam się ze wszystkim najgorszym, zwłaszcza pod odtajnieniu zbrodni dokonywanych przez siepaczy Stalina na własnych rodakach i narodach satelitarnych. Coraz głośniej mówiono o zbrodni w Katyniu czy moskiewskim Procesie Szesnastu, w którym osądzono przywódców naszego państwa podziemnego, w tym generała Leopolda Okulickiego.
Po ostatnim gwizdku sędziego zapanowała niesamowita euforia, nieznajomi ludzie padali sobie w objęcia. Bramkarz Edward Szymkowiak popłakał się w szatni. Tylko nieliczni wiedzieli, że jego ojciec zginął w lesie katyńskim. Wówczas chodziło nie tylko o punkty w eliminacjach mistrzostw świata. Miliony pragnęły chociaż w sporcie powetować sobie liczne szykany i upokorzenia ze strony wschodniego sąsiada.
(...)
Rosjanie wygrali turniej olimpijski w Melbourne w 1956 roku i byli zdecydowanymi faworytami naszej grupy. Na początek rozgromili Finów 10:0! Tymczasem przed wyjazdem w czerwcu 1957 roku do Moskwy nasza kadra została poważnie osłabiona. Najpierw - za bijatykę na boisku - PZPN ukarał etatowego prawego pomocnika Czesława Suszczyka. Stosunkowo łagodnie potraktowano natomiast Ernesta Pola i Edmunda Kowala, przyłapanych na piciu alkoholu. Ponoć zaprzyjaźniony kelner wlewał im na zapleczu do talerzy z żurkiem po setce czystej. Dwaj przyjaciele z zabrzańskiego Górnika otrzymali wprawdzie wyroki w zawieszeniu, ale w meczach z ZSRR nie pojawili się na boisku. Także w sztabie szkoleniowym dochodziło do nieporozumień. W następstwie przeróżnych tarć personalnych w ekipie, która udała się do stolicy ZSRR, zabrakło nieoczekiwanie Gerarda Cieślika i Lucjana Brychczego. Wynik 0:3 nie pozostawiał złudzeń.
Mimo to zainteresowanie rewanżem było ogromne. Do organizatorów napłynęły z całego kraju zamówienia na ponad czterysta tysięcy biletów!
Pamiętam, że na Stadionie Śląskim niemal do ostatniej chwili trwały prace. Udało się wykończyć charakterystyczną wieżę z zegarem, na wszelki wypadek wydzielono nawet pomieszczenia na izbę wytrzeźwień. Drugiego takiego wypadku w dziejach naszego futbolu chyba nie było. Zgrupowanie zorganizowano w Katowicach. Podobno pułkownik Henryk Reyman, który jesienią 1956 wrócił po długiej przerwie do PZPN opowiadał w wolnych chwilach piłkarzom o wojnie polsko-bolszewickiej i cudzie nad Wisłą w 1920 roku. Okazał się naprawdę świetnym motywatorem.
Rozmawiałem kiedyś o tych wydarzeniach z Cieślikiem. Kilka dni przed wyjazdowym meczem ze sborną jeden ze szkoleniowców zarzucił mu brak bojowości i ambicji. Wprawdzie przed rewanżem obowiązki głównego trenera powierzono Tadeuszowi Forysiowi i on podejmował kluczowe decyzje, ale pan Gerard nie robił sobie specjalnych nadziei. Zresztą początkowo nie dostał nawet powołania. Dopiero po sparingu kadry z drużyną Śląska, pojawił się w jego domu Ewald Cebula i zabrał na zajęcia. Mało tego, Cieślik znów założył opaskę kapitana.
Uczestnicy tego spotkania często powtarzali, że podczas Mazurka Dąbrowskiego w wykonaniu stutysięcznej widowni Rosjanie mieli strach w oczach. Wiszący nad chorzowską "salaterką" śpiew i ryk wręcz ich paraliżował. Z kolei naszych mobilizował i na boisku nie szczędzili zdrowia. W czterdziestej trzeciej minucie piłkę przejął po lewej stronie boiska Brychczy, przedłużył do Kempnego, a ten podał do wychodzącego na wolną pozycję Cieślika. Nasz mały łącznik znalazł się sam na sam z Jaszynem i strzelił w róg bramki. Okrzyki "Jest! Jest!" wstrząsnęły całym Chorzowem, a za sprawą głośników radiowych chyba całą Polską. Współautorem drugiego gola wkrótce po przerwie był Brychczy, który rozgrywał jedno z najlepszych spotkań w karierze. Po efektownej indywidualnej akcji prawą stroną dokładnie dośrodkował na głowę Cieślika, który mimo skromnego wzrostu nie marnował takich okazji.
Pan Lucjan wciąż powtarza, że był to jeden z najwspanialszych dni w jego życiu. Ludzie szaleli ze szczęścia. Nikt nie zwracał uwagi na padający deszcz. Cieślika i Brychczego kibice zanieśli na ramionach do szatni. Zapanowała ogólnonarodowa euforia. To była naprawdę welka lekcja patriotyzmu.
Myślami wróciłem na plac Defilad w 1956 roku. Podobnie jak wtedy ludzie płakali ze szczęścia, ściskali się i dziękowali, jakby to oni dokopali Ruskim. Zmienił się tylko bohater. Już nie towarzysz "Wiesław", a "Kici", Cieślik, Szymkowiak... Cała reprezentacja Polski! Przed meczem śląski region przypominał wymarłe miasto. Później zaczął się istny karnawał. Szkoda, że tak rzadko Polacy są wobec siebie równie przyjaźni i solidarni.
Wprawdzie reprezentacja ZSRR miała znacznie lepszą różnicę bramek, ale zgodnie z obowiązującym wówczas regulaminem o awansie miał rozstrzygnąć baraż. Działacze PZPN proponowali Wiedeń bądź Belgrad. Nie mieli jednak odpowiedniej siły przebicia i musieli zgodzić się na Sport-Forum w Lipsku.
Wiem, że sporo osób proponowało zawieszenie w tym okresie rozgrywek ligowych. Niestety, nie doszło do tego. W efekcie z kadry wypadło kilku ważnych graczy. Szymkowiak złamał rękę, a niebawem kontuzji doznali również Strzykalski, Pol, Lentner i Gawlik. Ostatecznie żaden z nich nie wyszedł na boisko w Lipsku, ponieważ niemal w ostatniej chwili wycofano z ekipy doktora Henryka Soroczkę. Nikt nie potrafił zrozumieć tej decyzji. Jednak po zwycięstwie w Warszawie nad Finlandią 4:0 nastroje były mimo wszystko dość optymistyczne.
Początkowo nasz zespół miał w barażu przewagę. Niestety, kiedy dobiegało pół godziny gry, piłka odbiła się od pleców zastępującego Szymkowiaka Tomasza Stefaniszyna i wpadła do siatki. Nie brakowało głosów, że w bramce powinien wystąpić Henryk Gronowski z gdańskiej Lechii, który bardzo dobrze rozumiał się ze stoperem Koryntem. Ostatecznie przegraliśmy 0:2. Przeciwników dopingowało kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy radzieckich. Oni stacjonowali tam od wojny. Taki to był neutralny teren. W każdym razie ogromna szansa przepadła i na mistrzostwa świata do Szwecji nie pojechaliśmy.
Wybrany fragment pochodzi z książki Andrzeja "Bobo" Bobowskiego "Tajemnice Króla Kibiców", która ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. Blogserwis FootballBlog.pl posiada osobistą zgodę autora na publikowanie wybranych jej fragmentów.
Książkę tę można kupić na przykład tutaj.
A tutaj wspomnienia Gerarda Cieślika dotyczące również meczu z ZSRR w 1957 roku:
PS. Nie mogę znaleźć w internecie goli z tego meczu, a wiem, że są gdzieś udokumentowane, bo je kiedyś w telewizji widziałem. Jeśli ktoś z was te gole gdzieś znajdzie w sieci, proszę o link. [szatanski]
WAŻNE! Zobacz również:
- Inne opowieści Króla Kibiców
- Polskie granie
- Ankieta: Komu kibicujesz?
- Mistrzostwa Świata w piłce nożnej
Zostań fanem FootballBlog.pl na Facebooku
- szatanski's blog
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
































A po 50 latach Polska tak się
A po 50 latach Polska tak się odwdzięczyła Śląskowi, że jako miasta organizatorów EURO2012 wybrała tak "zasłużone" jak Wrocław, Poznań czy Gdańsk.
Ciekawe ile lat ten gościu robił na grubie ? Ciekawi mnie zdanie Mieszkałeś wówczas na Śląsku ciekawe skąd się tu wziął i czemu teraz tu nie mieszka:)
:)
Stasiu, gdybym był nachalnym marketingowcem odpowiedziałbym Ci: kup książkę, to się dowiesz:) Póki co ją czytam i Ci powiem, że KPK pracował chyba wszędzie, również w 2 czy 3 kopalniach. A skąd się wziął? Przyjechał za chlebem, jak wielu. Bardzo pogmatwane losy, jak bardzo wielu z tego wojennego pokolenia.
A co do odwdzięczania się... nie mam pojęcia, dlaczego Stadion Śląski został pominięty przy wyborze na EURO. Uważam, że mecze powinny też odbywać się w Chorzowie. Nie przekonują mnie argumenty o brakach technicznych czy infrastrukturowych. Cóż... life is brutal.
Prosisz i masz :
Prosisz i masz :
http://www.youtube.com/watch?v=lqahNbsVzG0&feature=related
Fragmenty meczu sa w tym filmie. Zaczyna się w 1:50 .
I jeszcze taka ciekawostka :
I jeszcze taka ciekawostka :
http://www.youtube.com/watch?v=RwGeZFMWESs&feature=related
Poziom artystyczny tego hitu bez komentarza, ale kilka przebitek filmowych ciekawych.
Widziałem
Widziałem oba filmiki - w pierwszym nie wytrzymałem do 1:50, drugi obejrzałem z konkretnym rozrzewnieniem:) Dzięki.