Piłka jest okrągła... więc o piłce piszemy na okrągło!
Strona główna

EURO 2012

euro

Dołącz do nas!

| wyniki na żywo

Drogi Gościu,

jeśli lubisz piłkę nożną, masz dryg do pisania i znasz się trochę na futbolu - dołącz do nas i razem twórzmy FootballBloga! Wystarczy się zarejestrować - i już można pisać. Zapraszam!

polecie

| śledź Ekstraklasę
| zapowiedzi meczów
| opowieści króla kibiców

Piłka jest okrągła...
więc o piłce piszemy
na okrągło!

Mapa serwisu

Opowieści Króla Kibiców: Brazylia - Polska w Warszawie

Portret użytkownika szatanski

Podejrzewam jednak, że największą frajdę sprawił ci przylot do Warszawy w połowie 1968 roku wspaniałej reprezentacji Brazylii...

No pewnie! Akurat na parę dni przed wyjazdem za chlebem do Czechosłowacji mogłem wziąć udział w takim wydarzeniu! Była to przecież pierwsza - i dotychczas jedyna - wizyta w Polsce tej drużyny. W składzie same gwiazdy: Carlos Alberto, Gerson, Roberto Rivelino, Jairzinho, Tostao...

Goście szybko uzyskali prowadzenie, ale Bernard Blaut wyrównał. I to w jaki sposób! Był to z pewnością jeden z najbardziej efektownych goli w dziejach naszego futbolu. Popularny wśród kolegów "Długopis" przechwycił piłkę w połowie boiska, podał na prawo do Żmijewskiego i ruszył za akcją. Tymczasem "Żmija" minął jakiegoś Brazylijczyka i ładnie dośrodkował na środek pola karnego. By sięgnąć piłki, Blaut musiał się do niej rzucić. Trafił i weszła! Wkrótce Sadek wykorzystał rzut karny i na tablicy pojawił się wynik 2:1.

Niestety, do sensacji nie doszło. Po przerwie goście już wyraźnie przeważali. Nie przeszkodziło to jednak Żmijewskiemu w iście brazylijskim stylu zakręcić całą obroną gości i pokonać bramkarza kanarków. Stąd ksywa "Pele". Rezultat na 6:3 ustalił pod koniec Rivelino. Dwa lata później Brazylijczycy, niemal w tym samym składzie, zostali w Meksyku mistrzami świata. Natomiast z Rivelino miałem okazję porozmawiać podczas argentyńskiego mundialu.

Zanim jednak rozpoczęła się gra na Stadionie Dziesięciolecia doszło do historycznego spotkania Leonidasa da Silvy z Władysławem Szczepaniakiem. Obaj występowali w meczu Polska - Brazylia w Strasburgu podczas finałów mistrzostw świata w 1938 roku. Wirtuozi z Ameryki Południowej dopiero po dogrywce zwyciężyli wówczas 6:5, a bohaterem dnia został Ernest Wilimowski, który strzelił cztery gole.

Jakież było moje zdziwenie, kiedy 21 czerwca 1968 roku ujrzałem siebie na zdjęciu w "Expressie Wieczornym". Trudno uwierzyć, iż ta wielce popularna w swoim czasie popołudniówka już się nie ukazuje.

W latach sześćdziesiątych XX wieku mieliśmy mnóstwo znakomitych piłkarzy. Właściwie w każdej chwili można byłoby wystawić przynajmniej dwie równorzędne reprezentacje. Tymczasem kibice mogli się cieszyć tylko z pojedynczych sukcesów. Dlaczego?

To byli praktycznie moi równieśnicy, urodzeni przeważnie jeszcze podczas wojny. Kochali piłkę, z pewnością nie brakowało im również talentu. Jednak pewnych zaległości z młodości - spowodowanych ogólną biedą, brakiem pracy, a niekiedy i głodem - nie sposób było w pełni nadrobić. Ponadto niektórzy stracili najbliższych. To rzutowało na psychikę. Z rozmów wiem, że dopiero trener Ryszard Koncewicz zaczął uczyć kadrowiczów dyscypliny taktycznej, równomiernego rozkładania akcentów w grze oraz ograniczania niedozwolonych "form wspomagania". Niestety, nie zawsze go słuchano. Pod względem organizacyjnym znajdowaliśmy się daleko za rywalami. Że nie wspomnę już o bazie.

Były świetny napastnik Polonii Bytom i reprezentacji, Jan Liberda, wyznał, że prawie wszysto psuli głównie działacze. Uważali siebie za najważniejszych, a piłkarzy traktowali niczym dodatek. Zdarzało się, że ekipa wyjeżdżała za granicę bez rezerwowych graczy. Oficjalnie zatrzymywano im paszporty i natychmiast wskakiwali na zwolnione miejsca jacyś oficjele, przeważnie z wiadomego resortu. Premie też były upokarzające. Zawodnicy otrzymywali po kilka, kilkanaście dolarów. Wystarczało na colę.

Znacznie lepsze warunki mieli w klubach. Dlatego niektórzy traktowali powołania do kadry niczym zło konieczne. Zdarzało się, że zakładali gips na zdrową nogę, by uniknąć tego zaszczytu. Masaże czy odpowiednią dietę znali zwykle tylko ze słyszenia. W tym układzie nikogo nie powinno dziwić, że dopiero na początku dekady lat siedemdziesiątych przyszły sukcesy. Zarówno w wydaniu klubowym, jak i reprezentacyjnym. Trafiły wtedy do sportu większe pieniądze, a 1 grudnia 1970 roku trenerem kadry został Kazimierz Górski.

 

 

Okładka

Wybrany fragment pochodzi z książki Andrzeja "Bobo" Bobowskiego "Tajemnice Króla Kibiców", która ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. Blogserwis FootballBlog.pl posiada osobistą zgodę autora na publikowanie wybranych jej fragmentów.
Książkę tę można kupić na przykład tutaj.

 

Teraz możesz wygrać tę książkę z dedykacją autora - weź udział w "Królewskim konkursie FootballBloga"!
Wystarczy odpowiedzieć na jedno proste pytanie - szczegóły znajdziesz tutaj.

 

WAŻNE! Zobacz również:

 

FacebookZostań fanem FootballBlog.pl na Facebooku

 


No votes yet

I love football

Blazyliana, czyli inna strona piłki

Śmiesznie, wesoło, żałośnie, nieoczekiwanie, dziwnie, paradoksalnie, zaskakująco, czasem żenująco. Bez tematów tabu.

więcej blazyliany |

lpLogo EURO 2012Liga Mistrzów sezon 2010/11Logo LERPA 2010

Wybrane wyniki

wyniki na żywo |

Chelsea - Bayern 1:1 (karne 4:3)

  • Puchar Niemiec (FINAŁ):

Borussia D. - Bayern Monachium 5:2

Atletico Madryt - Athletic Bilbao 3:0

GKS Bełchatów - Cracovia 2:2
Jagiellonia Białystok - ŁKS 2:1
Legia Warszawa - Korona Kielce 1:0
Podbeskidzie - Polonia Warszawa 1:1
Ruch Chorzów - Lechia Gdańsk 2:1
Widzew Łódź - Lech Poznań 0:0
Wisła Kraków - Śląsk Wrocław 0:1
Zagłębie Lubin - Górnik Zabrze 2:1

gole | gole ekstraklasy

Logowanie

Piłkarski cytat dnia

Kłopot z sędziami polega na tym, że znają zasady gry, lecz nie znają gry.

Bill Shankly

więcej cytatów |

deska

Sonda FootballBloga

Obraziła Cię reklama Coca-Coli?:

Facebook

Zbiory FootballBloga

Goście FootballBloga

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 45 gości.