
Eliminacje do mistrzostw świata drużyna kontynuowała więc już pod wodzą Antoniego Piechniczka. Po zwycięstwie z NRD w Chorzowie 1:0, w październiku 1981 r. przyszedł rewanż w Lipsku...
Towarzyszyła temu osobliwa atmosfera. Naszym kibicom zabierano na granicy gazety. Gospodarze bali się jak ognia Solidarności i kontrrewolucji. Patrzyli na wszystkich Polaków podejrzliwie. Z uwagi na wcześniejsze doświadczenia, nasza ekipa zabrała z Warszawy własne zapasy żywności, a nawet wodę. Dzięki temu piłkarze czuli się pewniej. No i zaskoczyli rywali. Zaraz po gwizdku ruszyli ostro do przodu i Andrzej Szarmach zdobył prowadzenie. W piątej minucie na 2:0 podwyższył Włodzimierz Smolarek. Ostatecznie wygraliśmy 3:2. Radość była ogromna. Jedziemy do Hiszpanii!
13 grudnia 1981 roku wprowadzono jednak stan wojenny i wszystko się skomplikowało. Z reprezentacją Polski nikt nie chciał grać. Podczas zgrupowań we Francji i RFN przeciwnikami biało-czerwonych były tylko tamtejsze zespoły grupowe średniej klasy. W samej kadrze również zrobiło się dość gorąco. Osobiście przekonałem się o tym na obozie w ośrodku Startu w Wiśle. A jak ty wspominasz tamte wydarzenia?
Może zacznę od wątku osobistego. Od 12 grudnia 1981 roku trwał na terenie jednostki wojskowej w Bydgoszczy VII Zjazd Klubów Kibica. Po pierwszym dniu mieliśmy w gronie zaufanych osób w dowództwie uroczystą kolację, która skończyła się grubo po północy. Raniutko zapukał do moich drzwi redaktor Aleksandrowicz: "Andrzejku, wstawaj! Podejdź do okna!". Wyjrzałem, a tam czołg za czołgiem. Po pewnym czasie zebrano nas w sali posiedzeń i zakomunikowano, że obrady zostają przerwane. Stan wojenny! Każdemu dano prowiant na drogę i odwieziono na dworzec kolejowy.
Ostatnie zgrupowanie kadry przed hiszpańskim mundialem zorganizowano w pensjonacie Sonne Post w Murrhardt. Pomyślałem, że to wymarzona okazja, by na własne oczy zobaczyć to legendarne miejsce i przynajmniej w ten sposób zrekompensować sobie nieobecność na mistrzostwach świata w 1974 roku. Dogadałem się z wiceprezesem PZPN i jednocześnie zastępcą komendanta stołecznej milicji, pułkownikiem Henrykiem Celakiem, że będę mógł jeździć z kadrowiczami autokarem na sparingi. Potwierdzili to jeszcze w kraju trener Piechniczek i kierownik reprezentacji Edward Kucowicz.
Poleciałem więc do Niemiec i zjawiłem się na stadionie w Darmstadt, gdzie kadra z marszu miała rozegrać kontrolne spotkanie z miejscową drużyną. Z min Kucowicza i Piechniczka szybko wywnioskowałem, że coś jest nie tak z naszą umową. I rzeczywiście. Okazało się, że w ostatniej chwili Celaka zastąpił w roli szefa ekipy Tadeusz Foryś, a ten nie zamierzał respektować wcześniejszych uzgodnień. Odwróciłem się więc na pięcie i wróciłem do domu.
W każdym razie byłeś jedną z ostatnich osób, która widziała w polskim dresie bramkarza Jacka Jareckiego...
To prawda. Zawodnik wrocławskiego Śląska był wtedy prawdziwym objawieniem ligowej wiosny. Jednak prawdopodobnie wyczuł, że nie wygra rywalizacji z Józefem Młynarczykiem, Piotrem Mowlikiem i Jackiem Kazimierskim. Postanowił więc zostać ze swoją narzeczoną, uroczą tenisistką, która nieco wcześniej wyjechała do Kolonii. Jarecki nie wrócił już z Murrhardt do kraju. Później z powodzeniem występował w niemieckich klubach. Niestety, kilka lat temu przegrał ze śmiertelną chorobą.
Nie brakowało też innych zgrzytów. Jeszcze w październiku 1981 roku z występów w reprezentacji zrezygnował Tomaszewski. Mimo licznych kłopotów przyleciał do Hiszpanii do Lipska i tu się okazało, że będzie tylko dublerem Młynarczyka. Człowiek, który osiem lat wcześniej zatrzymał Anglię, nie krył zdenerwowania i głośno powiedział, co o tym myśli. Miesiąc później rozegrał w Łodzi pożeganlny mecz w kadrze. Piechniczek tak wyjaśniał swoją decyzję: "Hercules Alicante należał do słabszych zespołów w hiszpańskiej ekstraklasie i Tomek wpuszczał bardzo dużo goli. Musiało to wpłynąć na jego psychikę. Ponadto nie brał udziału w zgrupowaniu. Miałem pełne zaufanie do zajmującego się bramkarzami Piotra Czai. A ten po wspólnych zajęciach nie miał żadnych wątpliwości: Tylko Młynarz!".
W ekipie na mistrzostwa zabrakło też najzdolniejszego wówczas piłkarza młodego pokolenia, Dariusza Dziekanowskiego. Selekcjoner uznał, że ma jeszcze czas. Zrezygnował także z Szymanowskiego. Obrońca FC Brugge zjawił się wprawdzie na obozie, ale chciał koniecznie grać na pozycji libero, jak w Belgii. Piechniczek nie mógł jednak rozbijać sprawdzonej pary stoperów Żmuda-Janas.
Wybrany fragment pochodzi z książki Andrzeja "Bobo" Bobowskiego "Tajemnice Króla Kibiców", która ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. Blogserwis FootballBlog.pl posiada osobistą zgodę autora na publikowanie wybranych jej fragmentów.
Książkę tę można kupić na przykład tutaj.
Teraz możesz wygrać tę książkę z dedykacją autora - weź udział w "Królewskim konkursie FootballBloga"!
Wystarczy odpowiedzieć na jedno proste pytanie - szczegóły znajdziesz tutaj.
WAŻNE! Zobacz również:
- Inne opowieści Króla Kibiców
- Polskie granie
- Ankieta: Komu kibicujesz?
- Mistrzostwa Świata w piłce nożnej
Zostań fanem FootballBlog.pl na Facebooku
- szatanski's blog
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać































