
Przed World Cup '94 musiałeś zdobyć amerykańską wizę, co nigdy nie było proste. Jak wyglądały twoje zabiegi?
Urzędnikom w ambasadzie USA nie mieściło się w głowie, że ktoś chce lecieć do Stanów Zjednoczonych tylko po to, by obejrzeć mistrzostwa świata w piłce nożnej.
"Soccer to taka nudna gra. Reprezentacja Polski odpadła w eliminacjach, a telewizja będzie bezpośrednio transmitować mecze" - słyszałem podczas kolejnych wizyt w budynku przy ulicy Pięknej. Najwyraźniej byłem nieco podejrzany. Nie pomogło pismo, że od lat jestem społecznym działaczem PZPN. Pękli dopiero wtedy, gdy wykazałem, że prowadzę firmę budowlaną, mam opla omegę i własnościowe mieszkanie w stolicy. Wreszcie, 11 czerwca 1994 roku, wsiedliśmy z żoną do samolotu. Leciał z nami między innymi światowej sławy niewidomy gitarzysta, Jose Feliciano, który miał koncert w warszawskiej Sali Kongresowej. Oczywiście nie mogłem przepuścić takiej okazji - zdobyłem jego zdjęcie z dedykacją i autografem. Nieplanowane lądowanie w Oslo i ciemne chmury nad lotniskiem miały być zapowiedzią, że Norwegia może zostać czarnym koniem tych mistrzostw.
Pierwsze wrażenia za Wielką Wodą?
Niestety, większość znajomych Polonusów zawiodła. Przy różnych okazjach umawialiśmy się na te mistrzostwa. Tymczasem jeden akurat wyjeżdżał z rodziną na urlop, drugi zachorował, trzeci nie mógł zwolnić się z pracy, a kolejny przekonywał mnie, jakie te mistrzostwa drogie. To co ja miałem powiedzieć? Niezawodny okazał się tylko Rysiek Orłowski. W miarę możliwości pomagał mi podczas pobytu na Wschodnim Wybrzeżu, jeździł ze mną na wszystkie mecze.
Polacy mieszkający w Stanach ubolewali, że reprezentacja Polski drugia raz z rzędu nie zakwalifikowała się do finałów. Dlatego ograniczali się do oglądania wybranych meczów w telewizji i czytania gazet. To rozumiałem. Śmieszyło mnie natomiast tłumaczenie, że World Cup '94 jest bardzo drogi. Oni byli przecież na miejscu - ja musiałem dolecieć z Warszawy.
Jeszcze przed opuszczeniem kraju dostałem upoważnienie, aby przeprowadzać wywiady dla "Gazety Wyborczej". Przekazywałem też sprawozdania dla Polskiego Radia. Najpierw nagrałem rozmowę z byłym obrońcą Legii Antonim Trzaskowskim. Spotkaliśmy się w klubie Polonia Greenpoint, obchodzącym akurat jubileusz trzydziestolecia. Nowojorczyków najbardziej interesowała w tym czasie parada gejów i lesbijek oraz rozgrywki NBA z udziałem koszykarzy Knicks i hokejowa NHL, w której występowali Rangersi.
Wspomniałeś, że wyruszyłeś za Wielką Wodę w towarzystwie żony, ale chyba nie ciągnąłeś jej ze stadionu na stadion?
Jasne, że nie. Teresa większość czasu spędziła u siostrzenicy Danuty w Nowym Jorku. (...) Udało jej się zachować dystans wobec futbolu. Najwyraźniej uznała, że jeden wariat w rodzinie wystarczy.
Co najbardziej zaskoczyło cię w Ameryce?
Mistrzostwa rozpocząłem w Chicago, drugiego co do wielkości skupiska Polaków na świecie. W tym mieście w latach dwudziestych XX wieku trwały wojny gangów, tam działał legendarny Al Capone. Podczas inauguracyjnego meczu termometr wskazywał aż sto dwadzieścia stopni w skali Fahrenheita! Nic dziwnego, że piłkarze Niemiec i Boliwii grali w chodzonego. Ostatecznie 1:0 zwyciężyli obrońcy tytułu. Na stadion Soldier Field płynąłem statkiem z gośćmi Kongresu FIFA. Poznałem Ferenca Puskasa, Alfredo di Stefano oraz wiceprezesa Realu Madryt.
Przy wejściu drobiazgowa kontrola. Obecność w loży honorowej prezydenta USA Billa Clintona oraz kanclerza Niemiec Helmuta Kohla sprawiła, że wszędzie roiło się od tajniaków FBI oraz mundurowych policjantów. Każdego widza sprawdzano przynajmniej dwukrotnie. Na szczęście później było już zupełnie normalnie. Żadnych drutów kolczastych, rowów z wodą, policyjnych psów i kordonów. Chyba największe zainteresowanie mistrzostwami wyczuwało się w New Jersey, pewnie dlatego, że zamieszkują tam duże grupy etniczne, w tym liczni Włosi.
(...)
Mecz Bułgaria-Argentyna zespół Christo Stoiczkowa wygrał nadspodziewanie łatwo 2:0. Po dyskwalifikacji swego kapitana rywale musieli być jednak kompletnie rozbici?
No tak. Kontrola przeprowadzona po wcześniejszym spotkaniu Argentyny z Nigerią wykryła w organizmie Maradony istny koktajl środków dopingujących na bazie efedryny. Ponoć między innymi dzięki takim praktykom zdołał stosunkowo szybko zrzucić aż dwanaście kilogramów i prezentował naprawdę świetną formę. Oczywiście po dodatnim wyniku testu natychmiast został zdyskwalifikowany. Wcześniej obserwowałem go w Bostonie w spotkaniu z Grecją i nic nie wskazywało, że jest narkomanem.
"To spisek! Amerykanie nie mogli ścierpieć, że przyjaźnię się z Fidelem Castro i postanowili mnie załatwić. Natomiast Joao Havelange i jego stronnicy we władzach FIFA obawiali się, iż przeszkodzimy Brazylii w zdobyciu tytułu" - krzyczał Diego do dziennikarzy.
Trzeba jednak pamiętać, że nie była to jego pierwsza wpadka. W marcu 1991 roku po spotkaniu Serie A między Napoli i Bari został przyłapany na zażywaniu kokainy. Włoska prokuratura ścigała go także za handel narkotykami. Nie bacząc na obowiązujący kontrakt z Napoli, musiał zwiewać do Argentyny.
W połowie czerwca 1994 roku na czołówkach prasy sportowej całego świata gościły nie tylko zdjęcia Maradony, ale również Kolumbijczyka Manuela Escobara...
Wiadomość o tragicznej śmierci dwudziestosiedmioletniego stopera reprezentacji Kolumbii zmroziła wszystkich. Przypomnę, że podczas spotkania z USA interweniował on tak niefortunnie, że wepchnął piłkę do własnej bramki. Dziesięć dni później, po powrocie ekipy do kraju, zginął na przedmieściu Medellin, stolicy kolumbijskiej mafii narkotykowej. Do siedzącego w swym samochodzie Escobara podbiegł zabójca i oddał kilka strzałów, krzycząc: "Gol, gol, gol...!". Oto, do czego może doprowadzić fanatyzm i szowinizm.
(...)
Jak Amerykanie przyjmowali soccer?
Zdecydowanie większość z pewnością nie orientowała się w przepisach. Kupowali bilety z ciekawości bądź ulegali chwilowej modzie. Ponoć sam kanclerz Kohl tłumaczył prezydentowi Clintonowi, na czym polega spalony.
Jednak frekwencja na gigantycznych stadionach była imponująca. Pięćdziesiąt dwa mecze obejrzało w sumie ponad trzy i pół miliona widzów! I ani razu nie doszło do zamieszek.
Wybrany fragment pochodzi z książki Andrzeja "Bobo" Bobowskiego "Tajemnice Króla Kibiców", która ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. Blogserwis FootballBlog.pl posiada osobistą zgodę autora na publikowanie wybranych jej fragmentów.
Książkę tę można kupić na przykład tutaj.
WAŻNE! Zobacz również:
- Inne opowieści Króla Kibiców
- Polskie granie
- Ankieta: Komu kibicujesz?
- Mistrzostwa Świata w piłce nożnej USA 1994
Zostań fanem FootballBlog.pl na Facebooku
- szatanski's blog
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać































