Piłka jest okrągła... więc o piłce piszemy na okrągło!
Strona główna

EURO 2012

euro

Dołącz do nas!

| wyniki na żywo

Drogi Gościu,

jeśli lubisz piłkę nożną, masz dryg do pisania i znasz się trochę na futbolu - dołącz do nas i razem twórzmy FootballBloga! Wystarczy się zarejestrować - i już można pisać. Zapraszam!

polecie

| śledź Ekstraklasę
| zapowiedzi meczów
| opowieści króla kibiców

Piłka jest okrągła...
więc o piłce piszemy
na okrągło!

Mapa serwisu

Opowieści Króla Kibiców: Na grobie idola

Portret użytkownika szatanski

(...) jak w końcu trafiłeś na mogiłę Deyny?

Po nienajlepszych doświadczeniach postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i autokarem Greyhound dotarłem do San Diego. Kiedy zadzwoniłem do Marioli (żony Kazimierza Deyny - przyp. szatanski), okazało się, że akurat gości w domu Andrzeja Gowarzewskiego i Stefana Szczepłka. Oni już wcześniej byli na cmentarzu. Kupiłem więc mapę miasta i wyruszyłem na poszukiwanie cmientarza.

Po godzinnej jeździe autobusem i półgodzinnym spacerze trafiłem na jakiś inny. Zacząłem rozpytywać ludzi, ale wszystko jak w czeskim filmie. Wreszcie spotkałem grupkę młodzieży i dopiero ci młodzi ludzie zawieźli mnie we właściwe miejsce. Okazali się kibicami bejsbola i nazwisko Deyny nic im nie mówiło. Według Marioli mogiłę miałem rozpoznać po wiązance świeżych kwiatów.

Po wejściu na teren, który przypominał nasz park, zacząłem wędrówkę, rozglądając się wokół, aż doszedłem na wzgórek, do parkanu z urnami. Przypominało to szukanie igieł w stogu siana. Dopiero jakiś mężczyzna pokazał mi budynek administracji. Miałem szczęście, nie było jeszcze zamknięte. Zadzwoniłem do pani Marioli, ponieważ nie wiedziałem, co mam robić, jak znaleźć grób, ale już nie dokończyłem rozmowy, ponieważ grabarz dawał mi znaki, że właśnie przyszła administratorka. Po paru minutach sympatyczna kobieta zaprowadziła mnie do kwatery Madonna i wskazała grób Kazia.

Usiadłem przy płycie i głęboko odetchnąłem. Byłem naprawdę dumny, że jednak tu dotarłem. Zapaliłem znicz, miałem przy sobie proporczyk Legii, Jego zdjęcie i dwie koszulki - reprezentacyjną z orzełkiem oraz z meczu Legii z Manchesterem United. Niestety, nie udało się załatwić tej z benefisowego spotkania z Manchesterem City, na którym, jak mówiłem, nie mogłem być z przyczyn rodzinnych. Myślę, że Kazio mi to wybaczył.

Siedząc nad grobem swojego idola, zastanawiałem się nad nicością życia. Kiedyś uwielbiany przez miliony, po śmierci miał bardzo skromny i cichy pogrzeb. Nie dojechał nikt z warszawskiego klubu ani z PZPN. Chyba byłem pierwszym przedstawicielem tych instytucji, ale byłem przede wszystkim ja, Jego przyjaciel Andrzej Bobowski, jak mawiał "Kaka" podczas naszego spotkania w Monterrey. Wróciły wspomnienia z ligi, reprezentacji, mistrzostw świata... Ostatnich dla Niego, a dla mnie pierwszych.

Toczyłem z Kaziem rodzaj rozmowy. Wspominałem głównie dobre chwile. Jego debiut w Legii, wspaniałe rogale, czasami powtarzane jak na zamówienie. Nie byłbym sobą, gdybym nie wypomniał mu, że prawie straciłem głowę, ponieważ nie zdobył gola z karnego w meczu z Argentyną. Zrobiłem jeszcze na pamiątkę kilka zdjęć, patrzę, a w pobliżu żywej duszy. Jednak pojawił się jeszcze Chińczyk wracający z ceremonii pogrzebowej i dzięki niemu mam pamiątkową fotkę nad grobem Deyny.

Teraz czekała mnie jeszcze droga powrotna do Los Angeles. Wyszedłem za bramę i ruszyłem w stronę miasta. Próbowałem zatrzymać jakieś auto, ale musiałem uważać, by mnie nie rozjechali. Nagle słyszę ostre hamowanie, samochód na wstecznym biegu podjeżdża. Kierowcą okazał się Francuz. Mieszkał w Mission Viejo, gdzie przez lata studiowali i trenowali nasi czołowi pływacy, między innymi Artur Wojdat i Rafał Szukała. Zaprosił do domu na mały poczęstunek, przedstawił małżonce, a następnie w trójkę ruszyliśmy w pogoń za Greyhoundem. Po zatrzymaniu autobusu pożegnaliśmy się, gdyż bardzo chciałem zdążyć na mecz finałowy.

Tak to pozornie mała wycieczka przemieniła się w wielką wyprawę z przygodami. To częściowo "zasługa" małżonki Kazika, której powinno chyba zależeć, abym bez trudu trafił na grób jej męża. Tymczasem zostawiła mnie bez pomocy i dopiero dzięki ludziom dobrej woli mogłem spełnić swoją obietnicę. Tym większa była moja satysfakcja.

Może warto w tym momencie przypomnieć, w jakich okolicznościach zginął Deyna...

Do tragedii doszło w środku nocy, 1 września 1989 roku. Jego wysłużony dodge colt zjechał już z autostrady i zmierzał w kierunku centrum San Diego. Przy ulicy Miramar stała na poboczu prawidłowo zaparkowana i oświetlona ciężarówka. "Kaka" nie zareagował na przeszkodę, chyba zasnął za kierownicą. Nastąpiło zderzenie. Nie miał przy sobie żadnych dokumentów. Identyfikacji dokonano na podstawie charakterystycznego sygnetu. Zegarek zatrzymał się na godzinie pierwszej dwadzieścia pięć.

Żona Mariola wciąż miała ogromy żal, że na pogrzebie nie było żadnego przedstawiciela PZPN ani kolegów z reprezentacji. Mówiła o sprowadzeniu prochów męża do Polski. Dotychczas nie udało się jednak tego zrealizować. Czy rzeczywiście najlepszy polski piłkarz musi leżeć w obcej ziemi? Zwłaszcza, że jego wieloletnia partnerka życiowa zdążyła już ponownie wyjść za mąż. A może stworzyć fundację, która zajęłaby się sprowadzeniem prochów Deyny do Polski, co umożliwiłoby Jego naprawdę godne pożegnanie?

Przypomnę, że ostatni raz Kazio zagrał w koszulce z białym orzełkiem na mistrzostwach świata weteranów w 1989 roku. Wybierałem się do Danii, lecz ostatecznie tam nie dotarłem. Natomiast Kazimierz Górski tak mówił tuż po powrocie ze Skandynawii o kapitanie swoich Orłów: "Mimo czterdziestu dwóch lat Deyna wciąż prezentował dużą klasę. Zdobył piękną bramkę w meczu z Włochami. Zauważyłem jednak, że stał się jeszcze bardziej skryty niż kiedyś. Nawet po kilku piwach nie chciał się otworzyć, opowiedzieć o swoich problemach. Nie chciał, a może nie potrafił... Nieco później dowiedziałem się od Roberta Gadochy, że menedżer i wspólnik w interesach oszukał Kazia na ponad czterysta tysięcy dolarów. W krótkim czasie stracił prawie cały majątek. Po zakończeniu imprezy Deyna odprowadził nas do autokaru odjeżdżającego na lotnisko. Paru kolegów namawiało go, by pobiegł po torbę i zabierał się z nami. Tylko się uśmiechnął...".

Gdybym wiedział, że będzie to ostatnie spotkanie Kazia z reprezentacją, to z pewnością zjawiłbym się w Danii. Jadnak jeśli mnie pamięć nie myli, do ostatniej chwili Deyna nie awizował swojego przyjazdu.

 

 

OkładkaWybrany fragment pochodzi z książki Andrzeja "Bobo" Bobowskiego "Tajemnice Króla Kibiców", która ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. Blogserwis FootballBlog.pl posiada osobistą zgodę autora na publikowanie wybranych jej fragmentów.
Książkę tę można kupić na przykład tutaj.

 

Teraz możesz wygrać tę książkę z dedykacją autora - weź udział w "Królewskim konkursie FootballBloga"!
Wystarczy odpowiedzieć na jedno proste pytanie - szczegóły znajdziesz tutaj.

 

WAŻNE! Zobacz również:

 

FacebookZostań fanem FootballBlog.pl na Facebooku

 


No votes yet

I love football

Blazyliana, czyli inna strona piłki

Śmiesznie, wesoło, żałośnie, nieoczekiwanie, dziwnie, paradoksalnie, zaskakująco, czasem żenująco. Bez tematów tabu.

więcej blazyliany |

lpLogo EURO 2012Liga Mistrzów sezon 2010/11Logo LERPA 2010

Wybrane wyniki

wyniki na żywo |

Chelsea - Bayern 1:1 (karne 4:3)

  • Puchar Niemiec (FINAŁ):

Borussia D. - Bayern Monachium 5:2

Atletico Madryt - Athletic Bilbao 3:0

GKS Bełchatów - Cracovia 2:2
Jagiellonia Białystok - ŁKS 2:1
Legia Warszawa - Korona Kielce 1:0
Podbeskidzie - Polonia Warszawa 1:1
Ruch Chorzów - Lechia Gdańsk 2:1
Widzew Łódź - Lech Poznań 0:0
Wisła Kraków - Śląsk Wrocław 0:1
Zagłębie Lubin - Górnik Zabrze 2:1

gole | gole ekstraklasy

Logowanie

Piłkarski cytat dnia

Kłopot z sędziami polega na tym, że znają zasady gry, lecz nie znają gry.

Bill Shankly

więcej cytatów |

deska

Sonda FootballBloga

Obraziła Cię reklama Coca-Coli?:

Facebook

Zbiory FootballBloga

Goście FootballBloga

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 44 gości.