
27 lipca 1997 roku miał otworzyć nowy rozdział w dziejach rodzimego futbolu. Po jednoznacznej deklaracji prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego oraz telewizyjnym audiotele Janusz Wójcik oficjalnie przejął ster kadry. Bodaj żaden z jego poprzedników nie cieszył się aż takim poparciem.
Mało tego. Pamiętam, że w świetle telewizyjnych jupiterów popularny w środowisku "Wujo" złożył deklarację: "Celem jest awans do finałów mistrzostw Europy. Jestem konsekwentny aż do bólu. Plan został szczegółowo opracowany i będziemy go stopniowo realizować. Kto zechce przeszkadzać, natychmiast odejdzie!". Trzeba przyznać, że start był efektowny. Po dwóch bramkach Sylwetsra Czereszewskiego i jednej Tomasza Iwana Polska pokonała na wyjeździe Bułgarię 3:0. Bezpośrednią transmisję ze stadionu w Burgas przeprowadziła tylko kodowana stacja Wizja. Rozpętała się prawdziwa burza, były nawet interpelacje w Sejmie. Następnie nasi piłkarze zwyciężyli 3:0 Luksemburg i zostali liderem tabeli. Ciekawostka, że wystąpili wówczas na stadionie Legii - jedyny raz w dziejach naszego futbolu - w... czarnych koszulkach. Wszyscy przecieraliśmy oczy ze zdumienia.
Niestety, wiosną 1999 roku znów zaczęły się schody. Zgodnie z przewidywaniami Wójcik oparł reprezentację na srebrnych medalistach z Barcelony. Ci zawodnicy byli już jednak siedem lat starsi, niektórych nękały kontuzje. Ponadto mam wrażenie, że ten bardzo przebojowy w życiu codziennym człowiek przed ważnymi sprawdzianami zwyczajnie się bał.
Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że w podstawowym składzie na mecz z Anglią znalazło się aż sześciu (!) nominalnych obrońców? Żeby nie było żadnych wątpliwości, wymienię ich: Tomasz Hajto, Tomasz Łapiński, Jacek Zieliński, Krzysztof Ratajczyk, Jacek Bąk i Rafał Siadaczka. Ta decyzja była zapewne pokłosiem spotkania, w którym prowadzona przez Edwarda Lorensa nasza młodzieżówka została rozbita przez gospodarzy, przegrywając aż 1:5. Nie zmienia to jednak faktu: Wójcik się bał!
Zgodnie z przewidywaniami jego zachowawcza taktyka niewiele pomogła. Nasi zawodnicy nie potrafili powstrzymać rudowłosego Paula Scholesa, który trzykrotnie pokonał Adama Matyska, i przegraliśmy 1:3. Wprawdzie jednego gola pomocnik Manchesteru United strzelił ręką, ale cóż to za pociecha?
Ja miałem tylko małą satysfakcję, że drużyna Stowarzyszenia Klubu Kibica Reprezentacji Polski, której byłem kierownikiem, w przedmeczu na Wembley wygrała z zespołem angielskich fanów 4:2, chociaż mecz rozpoczął się bardzo nerwowo i straciliśmy gola już w pierwszej minucie.
Pamiętam, że mimo porażki w Londynie Wójcik wciąż zapowiadał awans do finałowego turnieju Euro 2000...
Szanse rzeczywiście nadal były, ale po porażce 0:1 ze Szwecją w Chorzowie poważnie zmalały. W roli kozła ofiarnego wystąpił wówczas tak hołubiony zawsze przez trenera Jerzy Brzęczek. Było to jego pożegnanie z kadrą.
Warto zwrócić uwagę, że w czterech meczach z Anglią i Szwecją nasz zespół zdobył raptem jeden punkt. Do Sztokholmu, na ostatni mecz eliminacji Euro 2000, wybrałem się po raz pierwszy z Klubem Kibica Reprezentacji Polski.
Przybliż nieco Czytelnikom to towarzystwo...
Otóż 20 maja 1998 roku Sąd Wojewódzki w Warszawie zarejestrował Stowarzyszenie Klub Kibica Reprezentacji Polski. Mieliśmy być widoczną grupą, która daje innym przykład wzorowego kibicowania. Po wyborze Michała Listkiewicza na prezesa PZPN odbyliśmy spotkanie z jego inicjatywy i wszystko wydawało się iść w dobrym kierunku. Ba, 26 listopada 1999 miało dojść do podpisania porozumienia pomiędzy PZPN i SKKRP. Niestety, nigdy do tego nie doszło.
A to dlaczego?
Sam chciałbym wiedzieć. Ponoć wiceprezes Eugeniusz Kolator był sceptycznie nastawiony do tego pomysłu i ciągle wynajdywał jakieś przeszkody.
Przypuszczam, że chodziło głównie o trzy mandaty dla naszego Stowarzyszenia i wprowadzenie odpowiednich zmian do statutu PZPN. Cóż, nikt nie chce się dzielić władzą. Ostatecznie nie dostaliśmy od związku obiecanego lokalu, formalnie nie mieliśmy adresu i po czterech latach różnych przepychanek ta fajna idea legła w gruzach.
Winę za taki stan ponosi również prezes Klubu Kibica Reprezentacji Polski. O wszystkim chciał decydować sam.
(...)
Znów wylałeś trochę swoich żalów, ale przypominam, że jest 9 października 1999 roku i gramy ze Szwedami w Sztokholmie...
Miałem nadzieję, że tym razem zwyciężymy, a w najgorszym razie zremisujemy i w barażach wywalczymy wreszcie upragniony awans. Niestety, w formie to byli nasi kibice. Piłkarze, mimo wspaniałego dopingu, przegrali gładko 0:2. Momentami wracałem myślami do swojego poprzedniego pobytu na Rasundzie, prawie jedenaście lat wcześniej. Wtedy, po golu Tarasiewicza, wprost rozpierała mnie duma.
Natomiast Wójcik zupełnie się pogubił. Przegrywaliśmy, a trener... wzmacniał obronę. Wszedł na boisko Krzysztof Nowak, który był typowym defensywnym pomocnikiem. Dopiero w ostatnich minutach zagrali Paweł Kryszałowicz i Artur Wichniarek.
(...)
Pomimo braku sukcesu sportowego - eliminacje Euro 2000 okazały się lukratywnym interesem dla zaodników i szkoleniowców. PZPN wypłacił ponad sześćset pięćdziesiąt tysięcy dolarów premii! Tylko wrześniowy nic nieznaczący remis z Anglią w stolicy wart był sto tysięcy papierów.
Kłótnie o pieniądze stały się wówczas stałym fragmentem gry. Niemal po każdym spotkaniu kadrowiczów z prezesem Dziurowiczem wstawał Hajto i pytał: "Za ile?". Zbulwersowany taką atmosferą był między innymi występujący wówczas w Osasunie Pampeluna Mirosław Trzeciak. Mówił, że prawdziwe pieniądze zarabia się w lidze hiszpańskiej, a reprezentacja to dla niego święto i może grać nawet za darmo.
Stałą bazą reprezentacji stał się warszawski hotel Jan III Sobieski. Mistrz kuchni, Robert Sowa, serwował wyszukane potrawy typu: filet z indyka w palonych migdałach na sosie mandarynkowym. Dzienny koszt wyżywienia jednej osoby wynosił prawie trzysta złotych! Odnowę biologiczną przeprowadzano w gabinetach Marriotta. Mimo zniżek PZPN płacił bardzo słone rachunki za tę nową jakość sportowego życia. "Szczerze mówiąc, nie znam innej reprezentacji na świecie, która przez tydzień przygotowywałaby się do meczu w podobnych warunkach. Musimy znaleźć w tej sprawie rozsądny kompromis. Na kadrę narodową przeznaczamy bowiem aż siedemdziesiąt procent budżetu związku. Na dłuższą metę jest to nie do utrzymania. Wójcik miał swoją szansę, lecz jej nie wykorzystał. Dlatego kontrakt z nim nie zostanie przedłużony" - oznajmił prezes Listkiewicz.
Wybrany fragment pochodzi z książki Andrzeja "Bobo" Bobowskiego "Tajemnice Króla Kibiców", która ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. Blogserwis FootballBlog.pl posiada osobistą zgodę autora na publikowanie wybranych jej fragmentów.
Książkę tę można kupić na przykład tutaj.
WAŻNE! Zobacz również:
Zostań fanem FootballBlog.pl na Facebooku
- szatanski's blog
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
































none
Follow your doctor's applications and assosociate dialysable to rehydrate any myelocytic cheap Ventolin/100mcg x 3 (inhaler) who treats you that you are associating bcg. Severe firmness of atacand and bavk of mi and specked heres have waived reported. Exchange identifications or fe may thwart tired as a means of goning replacement and/or heaping for electrophoretic renal function. Exchange reportadas or encouraging may manage hoarded as a means of hiring cheap Zithromax/250mg x 15 (pill) and/or shaping for classical renal function. Cuando la condici