
Jednak sam turniej Italia'90 nikogo nie zachwycił. W opinii wielu ekspertów były to w ogóle najgorsze mistrzostwa świata w historii...
Być może. Właściwie żadna drużyna niczym pozytywnym nie zaskoczyła, a większość rozczarowała. Ja jednak wspominam tę imprezę pozytywnie, bo poznałem osobiście trenera reprezentacji Włoch, Azeglio Viciniego. Ponadto dyrektor Błękitnej Jedenastki, Ivan Nonni, przekazał mi za czterdzieści odznak federacji piłkarskich wyposażenie włoskiego kadrowicza - prawie kompletne, bo bez butów.
(...)
Zawiodła między innymi reprezentacja Holandii, która dwa lata wcześniej wywalczyła w pięknym stylu mistrzostwo Europy. Prowadził ją nasz dobry znajomy, Leo Beenhakker. Miał do dyspozycji same gwiazdy. Marco van Basten, Ruud Gullit, Ronald Koeman, Frank Rijkaard, Hans van Breukelen, Wim Kieft... Tymczasem nie potrafili oni wygrać żadnego z czterech spotkań, zremisowali 1:1 nawet z Egiptem. Może zatem obency selskcjoner Polaków nie jest tak znakomitym fachowcem, za jakiego się go uważa?
Nie oglądałem bezpośrednio żadnego występu Holendrów przed ich wyeliminowaniem. Jednak z relacji wiem, że nie była to prawdziwa drużyna. Każdy z piłkarzy grał głównie dla siebie. Natomiast sam Beenhakker - zapytany przez redaktora Stefana Szczepłka z "Rzeczpospolitej" o tę plamę na trenerskiej karierze - tłumaczył, że zaledwie kilka tygodni przed mistrzostwami zawodnicy doprowadzili do dymisji nielubianego Thijsa Libregtsa. Leo został coachem z konieczności i ponoć w tak krótkim czasie niewiele mógł zdziałać.
Zgodziliśmy się zatem, że poziom mistrzostw rozczarował. A jak wypadli włoscy tifosi?
Również blado. Niektórzy przebierali się za papieża. To było niesmaczne. Wprawdzie ich uwielabiana Błękitna Jedenastka stopniowo pięła się w górę, ale grała bez polotu. Pojechałem do Neapolu napółfinał gospodarzy z Argentyną. Okazało się, że siedzący obok Włoch przyszedł na stadion tylko dla Maradony. Po każdym jego kontakcie z piłką piał z zachwytu, jakby ten grał w barwach SSC Napoli. Mało tego. Cieszył się jak dziecko, kiedy Claudio Caniggia strzelił głową wyrównującego gola. Ostatecznie Włosi przegrali w rzutach karnych 3:4. Decydującą jedenastkę wykorzystał Maradona i znów niektórzy moi sąsiedzi wprost szaleli ze szczęścia. Różne rzeczy widziałem, lecz podobnych zachowań nie mogłem pojąć, chociaż... Wciąż pamiętam debili, którzy wyli, ryczeli i wygwizdywali swojego kapitana w meczu z Portugalią w Chorzowie.
Kibice z Włoch, Francji, Hiszpanii - w przeciwieństwie do fanów z Argentyny, Brazylii, Niemiec, Chorwacji czy Polski - dopingują bardziej swoje kluby niż reprezentacje. Dlatego zakładają swoje filie w różnych częściach świata.
Podobno właśnie we Włoszech pierwszy raz zetknąłeś się z agresją angielskich fans?
Tak. To było w Turynie. Wchodziłem na mecz ich drużyny z Niemcami. Nagle podbiegł jakiś rudzielec i wyrwał mi bilet. Był dużo młodszy, nawet nie próbowałem go gonić. W ręku zachowałem tylko kontrolkę.
Na ten świstek papieru oczywiście nie mogłem wejść ani ja, ani on. Kiedy wycofałem się i szukałem konika - nagle podszedł jakiś człowiek, mówiąc: "Rogallo - prezent" i dał mi biket za darmo. Usiadłem nad sektorem Anglików. Dali popis kibicowania, chwilami miałem wrażenie, że trybuny się rozlecą, ciarki przechodziły po plecach. Po stu dwudziestu minutach gry było 1:1, a w karnych Niemcy wygrali 4:3.
Zgodnie z przewidywaniami finał między Niemcami i Argentyną okazał się miernym widowiskiem. Znużony był chyba sam sędzia. W końcówce podyktował mocno kontrowersyjną "jedenastkę", którą wykorzystał Andreas Brehme. Dzięki temu uninęliśmy dodatkowych nudów w dogrywce.
O niebo ciekawsze było spotkanie o 3 miejsce w Bari, w którym Italia pokonała 2:1 Anglię. Wszystkie gole strzelono po przerwie. Na ten mecz, a później poczęstunek, zostałem zaproszony przez prezesa miejscowego związku piłkarskiego, którego poznałem cztery lata wcześniej, podczas inauguracji meksykańskiego mundialu. Broniący tytułu Włosi zremisowali wtedy 1:1 z Bułgarią.
Podczas turnieju Italia'90 aż ośmiokrotnie sędzią liniowym był (...) prezes PZPN Michał Listkiewicz...
Pierwszy raz spotkaliśmy się w Mediolanie. Michał nie mógł pojąć, w jaki sposób sforsowałem ochronę na spotkaniu Niemców z Czechami i znalazłem się w pokoju dla VIP-ów FIFA. Szczerze mówiąc, nie bardzo wiem, jak mi się to udało. Chyba naprowadził mnie głos Michała, który rozmawiał przez telefon z Warszawą. Później widzieliśmy się w Neapolu i Rzymie.
Zdradził ci, dlaczego ani razu nie wystąpił w roli arbitra głównego?
Podobno była to konsekwencja wprowadzanej właśnie przez FIFA specjalizacji.
Wybrany fragment pochodzi z książki Andrzeja "Bobo" Bobowskiego "Tajemnice Króla Kibiców", która ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. Blogserwis FootballBlog.pl posiada osobistą zgodę autora na publikowanie wybranych jej fragmentów.
Książkę tę można kupić na przykład tutaj.
Teraz możesz wygrać tę książkę z dedykacją autora - weź udział w "Królewskim konkursie FootballBloga"!
Wystarczy odpowiedzieć na jedno proste pytanie - szczegóły znajdziesz tutaj.
WAŻNE! Zobacz również:
- Inne opowieści Króla Kibiców
- Polskie granie
- Ankieta: Komu kibicujesz?
- Mistrzostwa Świata w piłce nożnej Włochy 1990
Zostań fanem FootballBlog.pl na Facebooku
- szatanski's blog
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
































Gościu chyba ma jakiś
Gościu chyba ma jakiś kompleks na punkcie Stadionu Śląskiego bo co chwila nazywa kibiców zasiadających na tym stadionie debilami i obraża ich bez powodu. Jak ktoś gra słabo to kibic ma prawo krytykować piłkarza poprzez gwizdy.
Nie wiem co go tak zdziwiło w tym że Włoch kibicował Maradonie pewnie był z Neapolu, w Katalonii pewnie też zdarzali kibice którzy podczas meczu Hiszpania - Holandia kibicowali by bardziej Cruijffowi w meczy z Bułgarią Hristo Stojiczkowowi a na Śląsku pewnie znajdą się kibice którzy 6.09: Polska - Niemcy (otwarcie Stadionu Narodowego) będą trzymać kciuki za Klose i Podolskiego niż np. Arboledy. takich przykładów można mnożyć ostatnio w Berlinie podczas eliminacji ME więcej obywateli Niemiec obecnych na stadionie kibicowało drużynie przeciwnej.
Kompleks
Cóż, dla mnie to jednak dziwne, jeśli Polak w meczu reprezentacji Polski kibicuje jej rywalowi. A wątek wygwizdania Deyny na Śląskim po strzeleniu gola dającego awans Polsce na mundial w Argentynie już rozgrzebaliśmy tutaj.