
"Klątwa Piechniczka" została przełamana dopiero za sprawą Jerzego Engela, którego w listopadzie 1999 roku w warszawskim hotelu Victoria przedstawiono dziennikarzom jako nowego trenera kadry narodowej. Najpoważniejszym kandydatem był Franciszek Smuda. Sęk w tym, że miał kontrakt z Legią do końca sezonu 1999/2000 i szefowie klubu z Łazienkowskiej nie zamierzali go wcześniej rozwiązywać. Zgodzili się, by trener pracował ewentualnie na dwóch frontach. Takie rozwiązanie było z kolei nie do przyjęcia dla Listkiewicza, który w czerwcu zastąpił Dziurowicza na fotelu prezesa PZPN.
Postawił na dyrektora sportowego i menedżera stołecznej Polonii. Nie brakowało głosów, że Engel był od początku faworytem "Misia", a Smuda posłużył tylko za parawan. Na łamach prasy przewijało się również nazwisko Kasperczka, ale wiem, że nie prowadzono z nim wtedy żadnych rozmów.
Wierzyłeś w sukces Engela?
Początkowo nie za bardzo. Przypomnę, że w towarzyskich spotkaniach z Hiszpanią (0:3), Francją (0:1), Węgrami (0:0) i Finlandią (0:0), Holandią (1:3) i Rumunią (1:1) reprezentacja przez siedem miesięcy nie odniosła zwycięstwa, a przez jedenaście godzin nie zdobyła bramki. Przełomowym momentem okazało się przyznanie w lipcu 2000 roku polskiego obywatelstwa Emmanuelowi Olisadebe.
Pracownicy Kancelarii Prezydenta RP i osobiście Aleksander Kwaśniewski działali w wielkim pośpiechu. Niebawem rozpoczynały się bowiem eliminacje mistrzostw świata. Dwudziestojednoletni Nigeryjczyk miał wzmocnić siłę ognia narodowej jedenastki. I uczynił to! Już w Kijowie strzelił Ukraińcom dwa gole, przesądzając o naszym zwycięstwie 3:1. Podobnym wyczynem popisał się w marcu 2001 roku na stadionie Ulleval w Oslo, gdzie pokonaliśmy Norwegię 3:2.
Po raz sto pięćdziesiąty obserwowałem wówczas mecz reprezentacji Polski. Przypomnę, że zadebiutowałem w październiku 1956 roku w Warszawie - także w spotkaniu przeciwko Norwegii. Nie mogłem uwierzyć, że minęło 45 lat. W sumie Oli zdobył w kwalifikacjach aż osiem goli! To głównie dzięki niemu reprezentacja Polski po szesnastu latach znów miała zagrać w finałach mistrzostw świata. Przesądzające było zwycięstwo 3:0 w rewanżu z Norwegią. 1 września 2001 roku radowałem się w Chorzowie razem z ponad czterdziestoma tysiącami kibiców. I już zacząłem myśleć o wyprawie do Korei Południowej i Japonii. Czy sprostam takiemu wyzwaniu? Licząc się z dużymi kosztami, przesłałem list do FIFA, licząc na jakąś pomoc organizacyjną.
Engel okazał się człowiekiem z otwartą głową, zbierał zasłużone pochwały. Niestety, wkrótce po radosnym zakończeniu eliminacji padły znane formułki: "selekcja była prosta" oraz "selekcja została zakończona". Jak to odebrałeś?
Z mieszanymi uczuciami. Znajdowaliśmy się wszak dopiero w połowie drogi. Już porażka 1:4 z Białorusią w Mińsku dawała sporo do myślenia.
Czyżby wywalczenie awansu pozbawiło zawodników motywacji? W marcu 2002 roku zacząłem się niepokoić poważnie. Nasza drużyna, grając bez ładu i składu, uległa w Łodzi Japonii 0:2. To był poważny sygnał ostrzegawczy, ponieważ ci rywale grali podobnie jak Koreańczycy. Miesiąc później ulegliśmy 1:2 w Bydgoszczy Rumunom.
Nie spodziewałem się, że obserwuję właśnie pożegnanie Tomka Iwana z reprezentacją. Wprawdzie po godzinie został zmieniony przez Kamila Kosowskiego, ale to jeszcze o niczym nie świadczyło. Tymczasem wkrótce pojawiła się oficjalna informacja, że Iwan nie pojedzie na mistrzostwa. Kulisy tej zaskakującej decyzji wciąż nie zostały wyjaśnione. W każdym razie Engel wykazał się wtedy brakiem konsekwencji. Najpierw mówi, że selekcja jest zakończona, a następnie żegna jedną z wiodących postaci w kadrze. Iwan wywalczył sobie miejsce w ekipie na boisku, był jednym z najważniejszych graczy.
Nie jest tajemnicą, że na tym tle doszło do ostrego konfliktu. Musiało to oczywiście wpłynąc na wyniki. Podobnie jak to całe marketingowe rozpasanie. Trener kręcił kolejne klipy reklamowe, za nim podążali zawodnicy. Piłka znalazła się daleko w tle. Dlatego pełen obaw przygotowywałem się do dalekiej podróży. Po raz pierwszy w historii finały mistrzostw świata zawędrowały do Azji i po raz pierwszy rozgrywane były w dwóch krajach.
Mógłbyś zdradzić koszty tej wycieczki?
To żadna tajemnica: około pięćdziesięciu pięciu tysięcy złotych. Na szczęście tym razem udało mi się znaleźć sponsorów.
Wybrany fragment pochodzi z książki Andrzeja "Bobo" Bobowskiego "Tajemnice Króla Kibiców", która ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. Blogserwis FootballBlog.pl posiada osobistą zgodę autora na publikowanie wybranych jej fragmentów.
Książkę tę można kupić na przykład tutaj.
WAŻNE! Zobacz również:
Zostań fanem FootballBlog.pl na Facebooku
- szatanski's blog
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać































